Pierwsza scena, w której Maryja ujawnia swoje myśli, to słynna scena zwiastowania. Maryja wypowiada w niej słowa: „Jak się to stanie, skoro nie znam męża?” oraz „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Pytanie Maryi skierowane do Gabriela oznacza, że Matka Jezusa zdaje sobie sprawę, że nie ma mocy, by dokonać w życiu tego, co jest jej zadaniem. „Nie znam męża” oznacza przede wszystkim: „Nie mam po ludzku mocy, by to się stało”. Wskazuje na to także dwuznaczność imienia Gabriel, które można przełożyć jako „mąż Boży”, ale także jako „moc Boża”. Maryja mówi, że nie ma żadnej swojej mocy. Dzieła zbawienia może dokonać tylko moc Boża. Następnie Matka Boża zgadza się na to, by to właśnie moc Boża zadziałała w jej życiu. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi się wyrzec swojej ziemskiej mocy. Musi przyznać, że nie posiada sam w sobie żadnej władzy, żadnej potęgi. Musi odżegnać się od prób zbudowania na tym świecie swojej siły, od której miałoby rzekomo zależeć królestwo Boże. Kościół maryjny musi powiedzieć: Nie mam żadnej mocy i nawet nie udaję, że jest inaczej. Niech Bóg dokonuje tego, czego chce i czego tylko On może dokonać.
Druga scena, gdzie Maryja wypowiada jakieś słowa, a tym samym uzewnętrznia jakieś myśli, to tak zwane nawiedzenie Elżbiety. Maryja wyśpiewuje tam hymn określany przez nas z łaciny jako Magnificat. Myśli Maryi to myśli wielbiące Boga za Jego wielkość. Maryja nie wychwala siebie samej, ale mówi o swojej małości i o wielkości Boga. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi uznać swoją małość, zgodzić się na brak znaczenia. Nie może bronić uporczywie swoich wpływów, swojej organizacyjnej potęgi. Musi zgodzić się być niczym, by Bóg był w nim wszystkim. Musi nauczyć się uwielbiać, nie oglądając się na siebie, a patrząc tylko na Boga.
Trzecia scena z mówiącą Maryją, a zarazem ostatnia z Ewangelii Łukasza, to tak zwane odnalezienie w świątyni. Jezus zgubił się Maryi, która dopiero po paru dniach odnajduje Go w Jeruzalem. Maryja mówi: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Te słowa oznaczają, że Maryja nie ukrywa, że Jezus się jej zgubił i musiała Go szukać. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi przestać udawać, że wszystko zawsze jest w nim Jezusowe, że Jezus nigdzie się mu nie zagubił. Musi powiedzieć wprost: „Kurczę, w niektórych kwestiach przestałem być Jezusowy. W wielu wymiarach totalnie zagubiłem Jezusa. Zbudowałem sobie dziwne struktury, zwyczaje i zasady, które są totalnym wypaczeniem Jego Ewangelii”. Maryjny Kościół musi wprost takie rzeczy nazywać i wracać niestrudzenie do Jezusa, nawet gdyby oznaczało to porzucenie wygodnego stanu rzeczy. Porzucanie obcych Jezusowi elementów może denerwować, wzbudzając okrzyk: „Czemuś nam to uczynił? Było tak spokojnie”. Ale nie ma wyjścia, jeśli ostatecznie Kościół chce naprawdę być Kościołem.
Czwarta scena pochodzi z Ewangelii Jana. Chodzi oczywiście o wesele w Kanie Galilejskiej, podczas którego Maryja mówi: „Nie mają już wina” oraz: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Kościół, który jest jednomyślny z Maryją, musi dostrzegać, że ludziom brakuje wina, brakuje prawdziwej radości życia. Musi też mieć na to jedną, jedyną odpowiedź: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Musi zachęcać do słuchania Jezusa, przypominać Jego życie, Jego słowa, Jego nauczanie. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, nie może skupiać się na swoim własnym nauczaniu, tak jakby było ono czymś autonomicznym i centralnym, ale ma po prostu głosić to, co głosił Jezus. Ma czynić z ludzi uczniów Jezusa, zachęcać do słuchania i wypełniania Jego słów.


” Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi się wyrzec swojej ziemskiej mocy. Musi przyznać, że nie posiada sam w sobie żadnej władzy, żadnej potęgi. Musi odżegnać się od prób zbudowania na tym świecie swojej siły, od której miałoby rzekomo zależeć królestwo Boże. Kościół maryjny musi powiedzieć: Nie mam żadnej mocy i nawet nie udaję, że jest inaczej. Niech Bóg dokonuje tego, czego chce i czego tylko On może dokonać.”
Gdzie tak uczą? Biegnę w te pędy!
” Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi uznać swoją małość, zgodzić się na brak znaczenia. Nie może bronić uporczywie swoich wpływów, swojej organizacyjnej potęgi. Musi zgodzić się być niczym, by Bóg był w nim wszystkim.”
Mało katolicka ta maryjność, a maj deszczowy i chłodny w tym roku.