Wiara a obraz świata

Jeszcze kilkaset lat temu ludziom wydawało się, że są kimś zupełnie odrębnym, w każdym calu wyróżnionym na tle świata przyrody. Byli też przekonani, że Ziemia, na której żyją, stanowi centrum wszechrzeczy, a pozostałe, nie tak liczne, ciała niebieskie są jedynie otaczającymi ją dekoracjami. Uważali również, że mogą w pełni dowolnie decydować o swoim losie, podejmując przeróżne decyzje, w których ograniczają ich jedynie okoliczności zewnętrzne. Cały ten obraz wydawał się nierozerwalnie związany z wiarą chrześcijańską. Poucza ona wszak, że człowiek jest absolutnie wyjątkowym stworzeniem, że stanowi centrum i szczyt świata, że wszystko kręci się wokół niego, że jest wielkim królem, który decyduje swobodnie o swoim losie, będąc wolnością rozumianą jako dobrowolność.

Załamanie się tego obrazu świata nastąpiło relatywnie szybko – tak szybko, że recepcja tego załamania dopiero dociera pod strzechy. Powoli dociera do nas, że Ziemia jest pyłkiem w bezkresnej przestrzeni wszechświata. Nawet w najbliższym jej układzie ciał niebieskich nie stanowi centrum, lecz raczej krąży wokół swojej gwiazdy. Życie na Ziemi jawi się jako długi, mozolny proces, w którym kolejne etapy są uwarunkowane wielorakimi, przypadkowymi czynnikami. Człowiek rzeczywiście jest wybitnym i dość wyjątkowym zwierzęciem, ale jednak zwierzęciem. Jego pojawienie się na planecie to, technicznie rzecz biorąc, pewien ekscentryczny zbieg okoliczności. Wolność, którą nosiliśmy na sztandarach, dziś dekonstruujemy, przyglądając się pracy naszej psychiki i naszych mózgów. Widzimy, że nasze decyzje nie są aż tak swawolne i dobrowolne, jak nam się wydawało – kierują nami geny, ewolucyjne mechanizmy, nawyki, elektrochemia mózgu.

Cały ten poznawczy przełom prowadzi siłą rzeczy do dystansu wielu osób wobec wiary chrześcijańskiej, jako że miniony obraz świata był z nią tak silnie skorelowany. Jednak gdy otrząśniemy się z umysłowej ciasnoty (często niezawinionej, ale wpojonej nam), gdy odrzucimy pewne sztywne ramy myślowe, w których umieszczaliśmy dotąd wiarę, to zobaczymy, że nowy obraz świata być może nie tylko nie oddala nas, ale zbliża do głębszego przeżywania wiary.

Bezkres wszechświata symbolizuje bezkres Boga, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Cała ta wielkość kosmosu i znikomość naszej planety pokazuje nam naszą małość wobec tajemnicy istnienia. Przypadkowość powstania człowieka i ciągłość pomiędzy innymi zwierzętami a nim samym, pokazują nam, że nie jesteśmy autonomicznymi panami na włościach, ale kruchym, zrodzonym w bólach cudem, zależnym od wielu czynników i łaskawie wydobytym z niebytu. Nowy obraz świata pokazuje po prostu, że wszystko jest łaską. Nowy obraz ludzkiej wolności pomaga nam zdetronizować nasze ego, bo nie widzimy już człowieka jako wielkiego paniska, który od rana do wieczora dowolnie wszystko wybiera, ale widzimy, że targają nim rozmaite mechanizmy, którym może co najwyżej się opierać i jakoś je okiełznawać i rozpoznawać. Tym samym wolność jawi się dziś bardziej jako autarkia, zdolność do panowania nad sobą. A tym samym zbliżamy się chyba nieco do tradycyjnie chrześcijańskiego rozumienia wolności. Wolność to raczej możliwość schodzenia w głąb i wychodzenia ku Bogu niż sposobność wyboru tego czy innego smaku lodów.

Nie jesteśmy tak ważni jak nam się wydawało i wydaje, a wszystko, co w nas naprawdę niesamowite, jest jakimś zaskakującym darem (ciekawe, że tym jednym stwierdzeniem można z jednej strony podsumować współczesny obraz świata, a z drugiej orędzie chrześcijaństwa).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi