Matka Kościoła i Kościół maryjny

W święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła czytamy fragment Dziejów Apostolskich, w którym mówi się, że w oczekiwaniu na dar Ducha Świętego pierwsi uczniowie trwali jednomyślnie na modlitwie z Matką Jezusa. Wielu egzegetów uważa, że choć obecność Maryi w wieczerniku ma niewątpliwy wymiar symboliczny, tworząc paralelę względem zwiastowania z początku Łukaszowej Ewangelii, ma także charakter reminiscencji historycznej. Bardzo możliwe, że Maryja dołączyła się do popaschalnej wspólnoty uczniów Jezusa. W każdym razie to nie tylko dlatego nazywa się ją Matką Kościoła. Także to, że urodziła Chrystusa, od którego zaczął się Kościół, nie jest jedynym powodem. Tytuł „Matka Kościoła” wskazuje też na ideę Maryi jako wzoru i typu Kościoła. W niej zrealizowało się to, co ma się stać z całym Kościołem. Maryja jest niejako Kościołem w pigułce. W niej widać, jaki Kościół ma być. Jeśli Kościół chce być sobą, musi patrzeć na swoją Matkę. I to właśnie ta wzorczość lub – jak mówi się w teologii – typiczność Maryi względem Kościoła jest tym, co najważniejsze w maryjności. Nie tak często eksponowane orędownictwo czy wstawiennictwo, ale właśnie typiczność Maryi jest tym, o co pierwszorzędnie chodzi w mówieniu o Matce Bożej.
Dlatego Kościół, który wczoraj obchodził swoje urodziny wraz z Zesłaniem Ducha Świętego, dziś przypomina sobie, że ma trwać jednomyślnie na modlitwie z Matką Jezusa. To bardzo piękny pomysł, by być jednomyślnym z Maryją. O jakie jednak myśli chodzi? Co można powiedzieć o myślach Maryi, tak jak jawią się one w Ewangeliach? Możemy spróbować wyłuskać to, co Maryja w Ewangeliach kanonicznych mówi, i w ten sposób dotrzeć do jej myśli. Wtedy możemy sprawdzić, co znaczy „być jednomyślnym z Maryją”. Maryja zasadniczo wypowiada się w czterech scenach. Trzy z nich pochodzą z Ewangelii Łukasza, a konkretnie z jej początkowej części zwanej Ewangelią dzieciństwa. Czwarta pochodzi z Ewangelii Janowej.

Pierwsza scena, w której Maryja ujawnia swoje myśli, to słynna scena zwiastowania. Maryja wypowiada w niej słowa: „Jak się to stanie, skoro nie znam męża?” oraz „Oto ja, służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego”. Pytanie Maryi skierowane do Gabriela oznacza, że Matka Jezusa zdaje sobie sprawę, że nie ma mocy, by dokonać w życiu tego, co jest jej zadaniem. „Nie znam męża” oznacza przede wszystkim: „Nie mam po ludzku mocy, by to się stało”. Wskazuje na to także dwuznaczność imienia Gabriel, które można przełożyć jako „mąż Boży”, ale także jako „moc Boża”. Maryja mówi, że nie ma żadnej swojej mocy. Dzieła zbawienia może dokonać tylko moc Boża. Następnie Matka Boża zgadza się na to, by to właśnie moc Boża zadziałała w jej życiu. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi się wyrzec swojej ziemskiej mocy. Musi przyznać, że nie posiada sam w sobie żadnej władzy, żadnej potęgi. Musi odżegnać się od prób zbudowania na tym świecie swojej siły, od której miałoby rzekomo zależeć królestwo Boże. Kościół maryjny musi powiedzieć: Nie mam żadnej mocy i nawet nie udaję, że jest inaczej. Niech Bóg dokonuje tego, czego chce i czego tylko On może dokonać.

Druga scena, gdzie Maryja wypowiada jakieś słowa, a tym samym uzewnętrznia jakieś myśli, to tak zwane nawiedzenie Elżbiety. Maryja wyśpiewuje tam hymn określany przez nas z łaciny jako Magnificat. Myśli Maryi to myśli wielbiące Boga za Jego wielkość. Maryja nie wychwala siebie samej, ale mówi o swojej małości i o wielkości Boga. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi uznać swoją małość, zgodzić się na brak znaczenia. Nie może bronić uporczywie swoich wpływów, swojej organizacyjnej potęgi. Musi zgodzić się być niczym, by Bóg był w nim wszystkim. Musi nauczyć się uwielbiać, nie oglądając się na siebie, a patrząc tylko na Boga.

Trzecia scena z mówiącą Maryją, a zarazem ostatnia z Ewangelii Łukasza, to tak zwane odnalezienie w świątyni. Jezus zgubił się Maryi, która dopiero po paru dniach odnajduje Go w Jeruzalem. Maryja mówi: „Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Te słowa oznaczają, że Maryja nie ukrywa, że Jezus się jej zgubił i musiała Go szukać. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi przestać udawać, że wszystko zawsze jest w nim Jezusowe, że Jezus nigdzie się mu nie zagubił. Musi powiedzieć wprost: „Kurczę, w niektórych kwestiach przestałem być Jezusowy. W wielu wymiarach totalnie zagubiłem Jezusa. Zbudowałem sobie dziwne struktury, zwyczaje i zasady, które są totalnym wypaczeniem Jego Ewangelii”. Maryjny Kościół musi wprost takie rzeczy nazywać i wracać niestrudzenie do Jezusa, nawet gdyby oznaczało to porzucenie wygodnego stanu rzeczy. Porzucanie obcych Jezusowi elementów może denerwować, wzbudzając okrzyk: „Czemuś nam to uczynił? Było tak spokojnie”. Ale nie ma wyjścia, jeśli ostatecznie Kościół chce naprawdę być Kościołem.

Czwarta scena pochodzi z Ewangelii Jana. Chodzi oczywiście o wesele w Kanie Galilejskiej, podczas którego Maryja mówi: „Nie mają już wina” oraz: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Kościół, który jest jednomyślny z Maryją, musi dostrzegać, że ludziom brakuje wina, brakuje prawdziwej radości życia. Musi też mieć na to jedną, jedyną odpowiedź: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Musi zachęcać do słuchania Jezusa, przypominać Jego życie, Jego słowa, Jego nauczanie. Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, nie może skupiać się na swoim własnym nauczaniu, tak jakby było ono czymś autonomicznym i centralnym, ale ma po prostu głosić to, co głosił Jezus. Ma czynić z ludzi uczniów Jezusa, zachęcać do słuchania i wypełniania Jego słów.

Wiele jest kościołów pod patronatem Matki Bożej, wiele jest jej obrazów, figur, medalików, nabożeństw i tak dalej. Ale nawet gdyby było tego jeszcze więcej, Kościół nie stanie się od tego prawdziwie maryjny. Stanie się taki natomiast, jeśli przyzna, że nie ma własnej mocy, by uratować świat. Jeśli uwielbi Boga w Jego wielkości i działaniu. Jeśli przyzna, że czasem gubi Jezusa i jeśli skupi się na tym, by przyciągać ludzi nie do siebie samego, ale do Jego życia i nauczania.

2 Replies to “Matka Kościoła i Kościół maryjny”

  1. Miłosz pisze:

    ” Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi się wyrzec swojej ziemskiej mocy. Musi przyznać, że nie posiada sam w sobie żadnej władzy, żadnej potęgi. Musi odżegnać się od prób zbudowania na tym świecie swojej siły, od której miałoby rzekomo zależeć królestwo Boże. Kościół maryjny musi powiedzieć: Nie mam żadnej mocy i nawet nie udaję, że jest inaczej. Niech Bóg dokonuje tego, czego chce i czego tylko On może dokonać.”
    Gdzie tak uczą? Biegnę w te pędy!

  2. Miłosz pisze:

    ” Jeśli Kościół chce być jednomyślny z Maryją, musi uznać swoją małość, zgodzić się na brak znaczenia. Nie może bronić uporczywie swoich wpływów, swojej organizacyjnej potęgi. Musi zgodzić się być niczym, by Bóg był w nim wszystkim.”
    Mało katolicka ta maryjność, a maj deszczowy i chłodny w tym roku.

Skomentuj Miłosz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi