Trzy Pięćdziesiątnice

Historycznie rzecz biorąc, nie ulega wątpliwości, że dwa tysiące lat temu żył i działał w Izraelu prorok i nauczyciel imieniem Jezus. Nie ulega też dyskusji, że swoim radykalnym nauczaniem i postępowaniem wzbudzał on sporo emocji, także tych negatywnych. Ostatecznie Jezus poniósł niesprawiedliwą karę śmierci w ulubionej przez Rzymian formie ukrzyżowania. Jednak ruch zwolenników Nazarejczyka po tej klęsce nie tylko nie wygasł, ale ożył ze zwielokrotnioną siłą – i to także jest faktem. Jak to wyjaśnić? Sami uczniowie Jezusa mówili, że ich mistrz nadal żyje. Wierzyli też, że posłał im swojego Ducha i teraz kontynuuje swoją misję przez nich.

Cały ten paschalny przełom, czyli śmierć, zmartwychwstanie, wniebowstąpienie Jezusa i zstąpienie Ducha Świętego, to dla pierwszych chrześcijan właściwie jedno wielkie wydarzenie. Nie da się wskazać, co kiedy dokładnie się dokonało, chodzi po prostu o sam przełom i narodziny wspólnoty Kościoła, złożonej z tych, którzy uważają Jezusa za nadal żyjącego i działającego w nich przez swego Ducha. Jednak wraz z rozwojem refleksji chrześcijańskiej powstają szczegółowe narracje, opowiadania i legendy, które precyzują to, co w tajemniczy sposób stało się z ludźmi, którzy po haniebnej śmierci swojego Pana uzyskali jakiś nowy entuzjazm. Zmartwychwstanie staje się czymś bardzo konkretnym i jasno określonym w czasie, przynajmniej co do liczby dni, która miała minąć od czasu ukrzyżowania. Ewangeliści opisują też, jak Jezus ukazuje się swoim uczniom jako zmartwychwstały. Do tego dochodzi kwestia otrzymywania przez uczniów Ducha Świętego, która niekiedy zaczyna być rozumiana jako coś odrębnego, jako jakieś konkretne wydarzenie, które można wskazać w czasie.

Tak zwany Łukasz, czyli autor Ewangelii Łukasza oraz Dziejów Apostolskich, jest w tym rozbijaniu wszystkiego na konkretne wydarzenia po prostu mistrzem. Jego chronologia paschalnych opowieści jest bardzo precyzyjna i bardzo symboliczna. Łukasz chce wszystko uporządkować, a z drugiej strony chce stworzyć swoimi historiami podwaliny pod nową religijność lub może raczej nowe przeżywanie żydowskiej, biblijnej religijności. W centrum tej religijności ma teraz stać osoba Jezusa Chrystusa. Nie tylko więc zmartwychwstanie jest konkretnym wydarzeniem, które dokonuje się w kontekście święta Paschy, ale także późniejsze wizje zmartwychwstałego Pana mają swój określony interwał czasowy – trwają dokładnie czterdzieści dni. Łukaszowi nie pasuje też mówienie, że z jednej strony Jezus wstąpił do nieba, a z drugiej nadal się jakoś ukazuje na ziemi. Trzeba to uporządkować. I oto rozwiązanie: Chrystus ukazuje się przez czterdzieści dni, po czym dopiero wstępuje do swojego Ojca. I tak mamy wniebowstąpienie jako odrębne wydarzenie. Wreszcie dochodzi kwestia Ducha Świętego. Łukasz nie chce, żeby zsyłanie Ducha wiązało się i mieszało z ukazywaniem się zmartwychwstałego Jezusa, tak jak to jest w Ewangelii Jana. A więc dopiero po wszystkim, gdy Jezus już zniknął na dobre, może zstąpić Duch Święty. I to w nieprzypadkowy dzień – w święty dzień żydowskiej Pięćdziesiątnicy. Tak oto duchowa obecność Boga i Jego moc, którą odkrywał pierwotny Kościół w różnych wydarzeniach i na każdym kroku, tu została sprowadzona do jednego, symbolicznego wydarzenia, kiedy to apostołowie zasiedli do modlitwy w jednym miejscu w Jerozolimie.

Łukasz nie tylko porządkuje wydarzenia i wprowadza sztywną chronologię, ale także przejmuje niejako żydowskie święta, tworząc podwaliny odrębnej od judaizmu religijności chrześcijańskiej. Próbuje pokazać, że to Kościół jest prawdziwym spadkobiercą biblijnego Izraela i to w nim wiara żydowska uzyskuje swoją pełnię, a zarazem staje się uniwersalna. I taki jest właśnie sens zesłania Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy.
Co prawda kwestie relacji pomiędzy judaizmem a chrześcijaństwem nie są może dla nas wszystkich tak bardzo palące, jednak to, co robi Łukasz, lokując Zesłanie Ducha Świętego właśnie w dniu Pięćdziesiątnicy, ma dla nas głębokie znaczenie, bo pokazuje dynamikę autentycznego rozwoju wiary i kierunek, w którym musi iść religijność, by stawać się naprawdę Chrystusową.

Czym było święto Pięćdziesiątnicy u samych swych początków? Było to święto powiązane z przyrodą, jak wszystkie najstarsze religijne święta ludzkości. Tak jak święto Paschy oznaczało początek zbiorów, tak Święto Tygodni zbiory kończyło. Żydowskie święta były najpierw świętami rolniczymi, związanymi z cyklem odradzania się przyrody, z porami roku, ze zwykłymi, naturalnymi okolicznościami życia człowieka. I do dziś często religię przeżywa się właśnie na tym poziomie. Modlitwa jest wtedy wyrazem troski o nasz własny życiowy dobrostan, o dobre zbiory, wysokie wypłaty, powodzenie i zdrowie. Taka religijność kręci się wokół potrzeb samego człowieka, wyraża ostatecznie jego zatroskanie o siebie samego i jest znakiem jakiegoś najbardziej pierwotnego odniesienia do Absolutu.

Z czasem jednak na sens naturalny nałożył się wymiar historyczny. Żydowskie święta zaczęły oznaczać bardzo konkretne historie, które miały świadczyć o szczególnej opiece i działaniu Boga wobec Jego ludu. Paschę odnoszono do najważniejszego dla żydowskiej tożsamości legendarnego wydarzenia wyjścia z niewoli egipskiej. Z kolei następujące pięćdziesiąt dni po niej Święto Tygodni zaczęto z czasem odnosić do nadania Prawa za pośrednictwem Mojżesza. Pięćdziesiątnica miała być zatem dniem, kiedy wielki żydowski przywódca otrzymał od Jahwe na Synaju tablice z dziesięciorgiem przykazań. Ten etap rozwoju tego święta oznacza więc religię, w której zasadniczą rolę pełni prawo. W takiej religijności działanie Boga jest tylko zamierzchłą historią, którą można ewentualnie wspominać. Bóg był żywy i aktywny wobec naszych przodków, wobec wielkich, świętych postaci. Natomiast teraz trzeba po prostu żyć według określonych zasad, które nam oni zostawili. Trzeba okiełznać swoje pragnienia i podporządkować się wszystkim szczegółowym prawom, jakie głosi nasza społeczność. Tożsamość religijna jest tu tożsamością w kluczu zasad i przynależności, czy to do narodu – jak to było w przypadku Izraela, czy do jakiejś wyznaniowej organizacji. Osobisty wymiar nie jest tu pierwszoplanowy, kluczowe jest natomiast podporządkowanie się wspólnocie i jej regułom.

Wreszcie Łukasz dokonuje kolejnego przejścia, nadając trzecie z kolei znaczenie dniowi Pięćdziesiątnicy. Jest to teraz dzień, kiedy Bóg posyła ludowi swojego Ducha. Teraz już nie zewnętrzne prawo, już nie tożsamość oparta na przynależności do ludu przymierza, ale zamieszkiwanie Boga w sercu człowieka ma być sednem religijności. Religia, która zaczyna się w wieczerniku w dzień nowej Pięćdziesiątnicy, to religia osobistego odniesienia do Boga i podążania za głosem, który rozbrzmiewa w sercu człowieka. Nie chodzi już o przynależność do grupy. To Kościół rodzi się z Pięćdziesiątnicy, to on jest owocem zstąpienia Ducha do serc ludzi. Najpierw jest Duch, najpierw jest osobista przygoda więzi człowieka z Bogiem, a wtedy rodzi się Kościół. Nie jest natomiast tak, że to przynależność do Kościoła jest punktem wyjścia religii nowej Pięćdziesiątnicy. Nie są też sednem nowej Pięćdziesiątnicy żadne religijne zasady, bo wszystkie one są tylko wtórne i służebne wobec doświadczenia mocy Ducha. Nowa, ostatnia Pięćdziesiątnica to kres i spełnienie ludzkiej religijności. Odtąd chodzi o to, jak człowiek odkrywa w sobie samym głos Boga i podąża za nim, na wzór Mistrza z Nazaretu.

Zesłanie Ducha Świętego oznacza totalne uwewnętrznienie religijności. Wiara w Boga nie jest już kwestią stosunku do natury, nie jest też oparta na zewnętrznych wobec nas zasadach, zakazach i nakazach. Sam Bóg zamieszkuje w naszych sercach i prowadzi każdego z nas. Otrzymujemy nie jakiś dar od Boga, ale otrzymujemy samego Boga. Odkrywamy Go we własnym wnętrzu. Nie jest to jednak droga do indywidualizmu. Przeciwnie, to właśnie Duch Święty czyni z nas jedno, to on buduje Kościół. Uczy nas bycia w jedności z drugimi i sprawia, że wreszcie możemy się zrozumieć. Dlatego Łukasz opowiada, że wszyscy są w stanie pojąć orędzie paschalne, choć mówią różnymi językami. Ewangelia trafia do każdego, bo u każdego rezonuje z jego wnętrzem, w którym mieszka Duch samego Boga. Jedność, którą daje Duch, nie jest jednak uniformizacją. Zauważmy, że w przeciwieństwie do opowiadania do wieży Babel, tutaj nie jest tak, że wszyscy mówią tym samym językiem. Przeciwnie, każdy mówi inaczej, a jednak wszyscy się rozumieją. Taka jedność, która obejmuje przyjęcie inności, jest możliwa tylko dzięki Duchowi Świętemu.

Wszystko to jest na wyciągnięcie ręki, jeśli tylko zejdziemy w głąb i wsłuchamy się w głos Ducha. Jeśli tylko przyjmiemy dar Boga mieszkającego w nas i prowadzącego nas od wewnątrz. Niestety wciąż jeszcze w dużej mierze tkwimy w okowach religii przedchrześcijańskiej. Wciąż jeszcze nasza Pięćdziesiątnica jest świętem prawa, wyznaniowej przynależności, akceptacji zewnętrznych zasad i autorytetów, obyczajów i zwyczajów. Trwamy wciąż w religii wspomnień o niezwykłych wydarzeniach, wspominania bohaterów i wielkich czynów, opowiadania tego, co było dawno temu. Ba, czasem nawet wciąż tkwimy na etapie religii natury, powiązanej z naszymi codziennymi, prozaicznymi potrzebami i egzystencjalnym dobrostanem, ograniczającej się do pragnienia zabezpieczenia naszych życiowych, biologicznych potrzeb. Dziś przychodzi czas decyzji o wejściu na głębszy poziom. Niech zstąpi Duch Święty i pozwoli nam przekroczyć nasze codzienne troski, pozwoli nam wykroczyć poza etap prawa i wykłócania się o kolejne religijne zasady. Niech porusza nas od środka, pozwalając nabyć dystansu od tego, co na zewnątrz. Niech uczy nas żyć jak Jezus, trwając w głębokiej relacji do Boga Ojca i w jedności z ludźmi, których spotykamy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi