Niech ich piorun trzaśnie

Kiedy sytuacja zewnętrzna jakiegoś narodu, kultury czy tradycji religijnej staje się bardzo trudna, często rozwija się w ludziach poczucie kresu pewnej epoki, przeświadczenie o dziejowym przełomie, o końcu znanego dotychczas świata. Da się to zaobserwować nawet dziś w zderzeniu z pandemią koronawirusa. W judaizmie drugiej świątyni takie poczucie uciemiężenia, beznadziei i jakiegoś przeważającego wszystko zła było związane z politycznymi zniewoleniami ze strony różnych imperiów. W czasach Jezusa owym ciemiężycielem było Imperium Rzymskie. W obliczu takiej sytuacji w myśleniu religijnym kwitła apokaliptyka. Ten nurt wiązał się z przekonaniem o nadchodzącym przełomie, końcu czasów. Widział on w wydarzeniach zewnętrznych przejawy duchowych zmagań, próbował odkrywać religijny sens ziemskich wydarzeń. Upatrywał także w zjawiskach politycznych i społecznych przejawów tajemniczej walki dobra ze złem. W walce tej zdaje się triumfować zło, ale już powoli nadchodzi godzina, gdy miarka się przebierze i Bóg zrobi porządek na ziemi. Apokaliptycy żydowscy oczekiwali wyraźnej, widocznej, wręcz spektakularnej interwencji Boga w dzieje Izraela i świata.

Konkretnymi przejawami tego nurtu teologicznego w judaizmie są teksty apokaliptyczne, choćby zawarte w wielu księgach prorockich Starego Testamentu. Istniały również całe księgi pisane w tym właśnie nurcie i nazywane apokalipsami. Taką apokalipsę stanowi choćby duża część Księgi Daniela. Wiele apokalips plasuje się wśród apokryfów, jednak nasz kanon biblijny kończy się sensacyjną Apokalipsą Świętego Jana, która dowodzi, że także chrześcijanie po zmartwychwstaniu Jezusa wciąż myśleli o sprawach religijnych apokaliptycznie. Przynajmniej niektórzy.

Jeśli nie uchwycisz tego, czym jest apokaliptyka żydowska, trudno będzie ci pojąć, o co chodzi w Nowym Testamencie. Jezus i Paweł pozostają postaciami w nurcie apokaliptyki. Nawet jeśli ją przekraczają lub jeśli uważasz, że tylko używają jej pojęć, ale różnią się od niej sednem przekazu, to jedno jest pewne – trzeba czytać Nowy Testament jakoś odnosząc go do nurtu apokaliptycznego w judaizmie. Inaczej nie będziemy wiedzieć, jaki jest właściwy sens opowieści o zmartwychwstaniu Jezusa. Nie będziemy też rozumieć, dlaczego Jezus opowiadał o jakimś Synu Człowieczym, który wkrótce przyfrunie na obłokach. Nie uchwycimy dramatycznego charakteru zapowiedzi dnia sądu, który będzie dla nas jakąś pośmiertną instancją z zaświatów, rodem z katechizmu, a nie z kontekstu Jezusa. Nie zrozumiemy orędzia o nadchodzącym już królestwie Bożym. I tak dalej, i tak dalej.

Nie zrozumiemy także dzisiejszej perykopy. Apokaliptyczne myślenie wiązało się z tym, że Bóg oczyści i uporządkuje świat. Uważano niekiedy, że dokona się to, czy już dokonuje, przez wielkie kataklizmy, dramaty, epidemie i nie wiadomo, co jeszcze. Dla złych ludzi interwencja Boga będzie złowieszcza, będzie po prostu ich zagładą. Dopiero w tym kontekście można uchwycić, co dzieje się w dzisiejszej Ewangelii. Jan i Jakub, którzy mają świadomość, że należą wraz z wybranym Jezusem do błogosławionej reszty Izraela czasów ostatecznych, uznają, że Bóg będzie trzaskał piorunami w ludzi, którzy ich odrzucą. Sądzą, że skoro ktoś odrzuca Jezusa, posłanego przez Boga jako ostatnia deska ratunku, to należy mu się już tylko zagłada. Niektórzy, jak twórcy serialu „The Chosen”, interpretują tę scenę psychologicznie, kładąc nacisk na to, że apostołowie zapewne byli nerwowi i chcieli po prostu bitki z wrogimi Samarytanami. To nieporozumienie, nie chodzi tu w ogóle o żadne kwestie psychologiczne, ale o apokaliptykę. Uczniowie oczekują, że Bóg objawi swoją potęgę, miażdżąc wrogów.

Jezus, jak widać, tego nie oczekuje. I to jest właśnie różnica, która dzieli Go od apokaliptyków (lub innych apokaliptyków). Mistrz także oczekuje wielkiego przełomu, głosi nadejście królowania Boga tu i teraz. Wydaje się jednak, że nie oczekuje Bożej pomsty na wrogach. Ponoć nauczał, że Bóg jest dobry dla złych i niewdzięcznych (Łk 6, 35).

Współcześnie myślenie apokaliptyczne, choćby w kontekście pandemii, przeżywa swój renesans. Być może jest to jakąś szansą, by lepiej wgryźć się w sens Dobrej Nowiny i zrozumieć także początki chrześcijaństwa. Ale na pewno są też zagrożenia. Bo apokaliptyka rozwija się dziś także w tym wydaniu, które reprezentowali Jan i Jakub. Niektórzy oczekują, że tak zwanych „złych i zepsutych ludzi” zaleje jakaś powódź, wykończy wirus, zmasakruje huragan lub trafi grom. Ale gdy zaczynamy tak myśleć, Jezus, zawsze idący przed nami, surowo nas gromi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi