Aniołowie ich

Ściśle rzecz biorąc, o Bogu nie da się myśleć oraz nie da się o Nim mówić. Ludzie mający jednak doświadczenie spotkania z Nim siłą rzeczy kierują ku Niemu swoje myśli oraz próbują coś o Nim powiedzieć. Jak jednak myśleć i mówić o tym, co niepojęte i niewypowiedziane? Podstawowym sposobem jest analogia. Jeśli na przykład chciałbyś powiedzieć, że Bóg jest bardzo piękny, najpiękniejszy, że jest samym Pięknem, możesz posłużyć się obrazem czegoś, co na świecie uchodzi za najpiękniejsze. Dla Izraela absolutnie ważna była szczególnie władza Boga, Jego totalne panowanie nad rzeczywistością. Przez jaką analogię można to wyrazić? Władzę na ziemi, największą, jaką wtedy znano, mieli królowie. Toteż Boga nazywano najwyższym królem, wyobrażano Go jako króla całego świata.

Starożytni królowie Bliskiego Wschodu mieli do siebie między innymi to, że swoją władzę sprawowali poprzez rozlokowanych w terenie i posyłanych w różne miejsca posłańców. To jasne, że jeden król nie mógł załatwiać samodzielnie wszystkich spraw w swoim państwie i podróżować wszędzie tam, gdzie ktoś ma jakiś problem do rozwiązania. Co więcej, to trochę uwłaczałoby majestatowi króla, gdyby miał sam udawać się do jakiejś wioski na prowincji, by rozwiązywać problemy poddanych. W odwrotnym kierunku też to nie działało – zwykły człowiek nie mógł po prostu udać się do króla i ot tak się z nim spotkać, porozmawiać w cztery oczy. Obecność i działanie monarchy realizowały się poprzez posłańców, rzeczników. To oni mogli stanąć przed tobą i oznajmić ci wolę króla. Po hebrajsku taki posłaniec to malakh. Biblia, konsekwentnie rozwijając analogię monarchiczną, mówi co rusz o malakh JHWH. Sam Bóg też ma takich posłańców, którzy oznajmiają Jego wolę. Znamy te różne teksty, anioł objawia się choćby odrzuconej Hagar, anioł prowadzi cały lud w noc paschalną w ramach ucieczki z Egiptu, anioł mówi do Łukaszowej Maryi lub, jak woli Mateusz, do Józefa. Często autorzy biblijni plączą się w zeznaniach, bo z jednej strony chcą pokazać, że ludzie naprawdę spotykają się z samym Bogiem, a z drugiej, że nie mogą zobaczyć Boga jako takiego, ale jedynie Jego posłańca. Chęć podkreślenia majestatu Pana i potrzeby pośrednictwa zwiastuna zderzają się z przekonaniem, że jednak człowiek spotyka się z samym Bogiem we własnej osobie. Toteż czasem można odnieść wrażenie, że nie wiadomo, czy anioł to ktoś trzeci, czy sam Bóg objawiający się. Gdy czytamy o wizycie trzech gości u Abrahama, autor mówi po prostu o Panu, który odwiedził swojego sługę. Ale gdy goście odchodzą, nagle narrator mówi, że odeszli aniołowie.

W każdym razie chodzi o to, że tak jak królowie mają swoich posłańców, którzy przypominają, uobecniają króla i wyrażają jego wolę wobec ludu, tak Bóg ma swoich posłańców, którzy Go objawiają i obwieszczają Jego wyroki. Taka jest tu idea.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus odwraca to o sto osiemdziesiąt stopni. Mówi coś dokładnie odwrotnego, używa kategorii anioła w sensie zupełnie zaskakującym. Mówi mianowicie nie o posłańcach Boga, ale o posłańcach… człowieka („aniołowie ich”). W obrazie zastosowanym przez Jezusa każdy człowiek, nawet najmniejszy – a kontekstem wypowiedzi jest mowa o dzieciach, mianych w społeczeństwie starożytnym za nic – ma swojego anioła przed Bogiem. Ów zwiastun każdego z nas wpatruje się bez ustanku w Boże oblicze. Mamy więc nadal obraz monarchiczny, ale tym razem to my mamy swojego posłańca, ambasadora, który bez przerwy stoi przed obliczem najwyższego Króla. Gdybyś miał swojego posłańca w Białym Domu, który 24 godziny na dobę stoi przed obliczem Joe Bidena i przypomina mu o tobie i twoich sprawach, nie musiałbyś się bać czegokolwiek jeśli chodzi o twoje interesy w Stanach Zjednoczonych. Nawet jeśli sam akurat nie jesteś na kawie z Bidenem ani do niego w tej chwili nie dzwonisz, twój osobisty posłaniec nie odstępuje Bidena na krok i ciągle gapi mu się w oczy. Co to znaczy? Że Biden pamięta o tobie w każdej chwili.

Jezus głosi, że każdy, nawet najmniejszy i najbardziej pogardzany człowiek, ma swojego osobistego ambasadora, który wpatruje się w oblicze Boga. Mówiąc wprost – każdy z nas, nawet jeśli ludzie wokół mają nas za nic, jest nieskończenie ważny dla samego Boga. O każdym z nas, nawet najbardziej wzgardzonym i zapomnianym, Bóg pamięta w każdej chwili. Troszczy się nawet o najmniejsze sprawy najmniejszych. Możemy nie słuchać Jego aniołów, ale on naszych słucha zawsze. Nigdy nie zapomni, nawet jeśli my o Nim zapomnimy. Każdy z nas jest dla Niego bezcenny. To naprawdę dobra wiadomość. To nawet lepsza wiadomość niż nabudowane na tej Ewangelii w przedziwny sposób wszystkie nabożne historie o tym, jak to Anioł Stróż ocalił kogoś od wypadku samochodowego, ale Anioł Stróż kogoś innego nie dał rady i koleś umarł.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi