Nowe stworzenie w Kanie Galilejskiej

W uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej czytamy w Polsce fragment Ewangelii Jana o cudzie w Kanie Galilejskiej. Nie wiem, dlaczego w lekcjonarzu to wykrojono, ale w samym tekście Ewangelii historia o tym wydarzeniu zaczyna się od wzmianki, że działo się to trzeciego dnia.

Wszyscy wiedzą, że trzeci dzień to odwołanie do wydarzeń paschalnych, ich zapowiedź. Trzeciego dnia Jezus miał przecież zmartwychwstać. Jednak Brant Pitre w swojej książce „Jezus i żydowskie korzenie Maryi” zwrócił uwagę na jeszcze inny aspekt owej wzmianki o trzecim dniu. Mianowicie Pitre zaprasza do tego, by policzyć, który to jest ostatecznie dzień, patrząc od początku narracji Jana. Nie ma tego dużo do liczenia, bo jesteśmy na początku drugiego rozdziału księgi. Musimy tylko przejrzeć pierwszy rozdział.

Występuje sobie Jan Chrzciciel, a więc mamy jakiś pierwszy dzień. Jan mówi, że nie jest mesjaszem, Eliaszem ani w ogóle nikim. Jest jedynie głosem wołającym na pustyni. Następnego dnia nad Jordan przychodzi Jezus. Mamy więc drugi dzień. Jan widzi, że Duch zstępuje na Jezusa. Nazajutrz Jan znów widzi Jezusa i poleca swoim uczniom, żeby teraz poszli za nowym mistrzem. Oto trzeci dzień. Uczniowie zaczynają chodzić za Jezusem. Następnego dnia Jezus wyrusza do Galilei. Mamy więc dzień czwarty. A potem? Potem po trzech dniach odbywa się wesele, na które zaproszona jest Matka Jezusa, a także sam Jezus i Jego uczniowie.

Wesele w Kanie odbywa się zatem siódmego dnia narracji Jana. Jest to siódmy dzień akcji, siódmy dzień misji Jezusa. Z czym kojarzy się siedem dni? Oczywiście z dziełem stworzenia. Tym bardziej, że Jan bez przerwy świadomie nawiązuje do Księgi Rodzaju i zawartych w niej tekstów o stworzeniu świata. Czwarty Ewangelista pokazuje misję Jezusa jako nowe stworzenie. Przypomnijmy, że Ewangelia Jana zaczyna się jawnym nawiązaniem do początku Księgi Rodzaju, a więc do początku Biblii. Na początku było słowo – na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. Potem, w opisie męki, podkreśla się, że Jezusa ukrzyżowano blisko ogrodu. Również grób znajdować się miał w ogrodzie, a Maria Magdalena po zmartwychwstaniu Jezusa pomyliła go z ogrodnikiem. Ponadto Chrystus tchnął na uczniów Ducha Świętego, jak Stwórca w Księdze Rodzaju tchnął w nozdrza człowieka tchnienie życia.

Jan ewidentnie nawiązuje do Księgi Rodzaju i gra na jej motywach. Wiele wskazuje więc na to, że wesele siódmego dnia może być także takim nawiązaniem. Odczytanie wydarzenia z Kany Galilejskiej w kluczu Księgi Rodzaju jest naprawdę sensowne. Odnowa stworzenia zakłada, że trzeba naprawić to, co zostało spartolone. Co natomiast zostało spartolone? Ano, pamiętamy, kobieta zjadła zakazany owoc i namówiła do tego też mężczyznę. Teraz dzieje się coś odwrotnego – kobieta (tak zwraca się do swojej Matki Jezus w tej scenie: po prostu „kobieto”!) dostrzega potrzebę dobra, zamiast dostrzegać możliwość zła. I owa kobieta, nowa Ewa, namawia mężczyznę, nowego Adama, do uczynienia dobra. W ten sposób naprawiona zostaje dawna historia, gdzie kobieta namówiła mężczyznę do zła.

W tej perspektywie sensu wreszcie mogą nabrać dziwne słowa, które spędzają od wieków sen z powiek kaznodziejom. „Czyż to moja lub twoja sprawa, niewiasto?”. W Księdze Rodzaju ludzie pobłądzili przez to, że chcieli sami decydować o złu i dobru. Teraz ludzie mówią, że to nie ich sprawa. Dobro się dokona mocą Boga, człowiek ma tylko otworzyć się na Jego działanie. A może stwierdza się tu niewinność – to nie moja ani twoja wina, niewiasto? W każdym razie następuje wywrócenie do góry nogami opowieści z Księgi Rodzaju. Mężczyzna i kobieta nie zganiają już na siebie winy, nie kłócą się, kto pierwszy wszystko zepsuł. Współpracują ramię w ramię w dziele Boga.

Cud w Kanie zostaje nazwany przez Jana początkiem znaków. Tak, misja Jezusa od początku jest naprawą stworzenia. Być może, jeśli chcemy naprawdę zacząć wszystko na nowo, musimy po pierwsze wyrzec się swojej pozornej potęgi i niezależności, uznając panowanie Boga, a po drugie zakończyć bezsensowną wojnę pomiędzy płciami. Ramię w ramię kobieta i mężczyzna mogą rozpoznawać nadchodzącą godzinę zbawienia i troszczyć się o to, by dokonało się dobro. Gwarantuje to pełnię obfitości, dobre wino, które nigdy już się nie skończy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi