Apokaliptyka Pawła

Dzisiejsze pierwsze czytanie to w pewnym sensie początek Nowego Testamentu. Pierwszy List do Tesaloniczan to najstarsze chrześcijańskie pismo, powstał koło roku 51. Czytając ten tekst, chwytamy niejako pierwotne chrześcijaństwo za rękę. To tutaj dokopujemy się najgłębiej i możemy zobaczyć, czym żyli chrześcijanie dwadzieścia lat po śmierci Mistrza. A w dzisiejszym czytaniu słyszymy początek tego listu, a więc początek początków.

I widzimy dużo rzeczy nam bliskich. Słyszymy o Bogu jako Ojcu, o nadziei pokładanej w Chrystusie. O dziękczynieniu za braci, o nawróceniu od bożków do Boga żywego. O głoszeniu Ewangelii i działaniu Ducha Świętego.

Ale nie udawajmy, że wszystko jest do końca „nasze”. Pierwszy List do Tesaloniczan zdradza potężne apokaliptyczno-eschatologiczne napięcie, z którym nie mamy raczej nic wspólnego. Paweł i jego duchowe dzieci oczekują powtórnego nadejścia Chrystusa, które ma nastąpić już dosłownie zaraz. Niektórych członków wspólnoty ma ono zastać jeszcze za ich życia. Nie chodzi tu o katechizmowe „pójście do nieba”. Mowa o oczekiwaniu powrotu Chrystusa na ziemię. Nie trzeba dodawać, że Tesaloniczanie już poumierali dawno temu, a wciąż nic takiego się nie stało.

Słyszymy już dziś, na samym początku tego listu, o tym oczekiwanym powrocie Pana. Ale do tego słyszymy jeszcze, że powrót ten ma na celu wybawienie nas od gniewu. Chodzi tu oczywiście o Boży gniew. Paweł jest apokaliptykiem żydowskim i oto, jaka jest jego optyka: na świat nadchodzi Boży sąd. Bóg nie może już dłużej znosić takiego świata i zrobi z nim wkrótce porządek. Żebyśmy jednak mogli się po tym radykalnym sprzątaniu ostać, musimy zostać jakoś uratowani. Bóg wyśle nam Chrystusa, który zabierze nas z tego łez padołu, zanim zacznie się rozwałka. Jeśli jesteśmy z ekipy Jezusa, zostaniemy uratowani i zabrani na chyba dość dosłownie rozumiane obłoki, gdzieś do góry. Tam będziemy z Panem już na zawsze.

Jak to wszystko przyjąć dzisiaj? Obraz świata, w którym na górze przebywa się z Bogiem, obcy jest naszej świadomość kosmologicznej. Oczekiwanie bliskiego końca jest raczej niszowe i pojawia się już tylko na marginesach chrześcijaństwa. Przekonanie Pawła, że niektórzy z jego słuchaczy doczekają za życia powrotu Pana nie przetrwało chyba nawet w samej myśli Pawła, bo w późniejszych listach już tak nie pisze. Jeśli chodzi o sam powrót Chrystusa, to co prawda deklarujemy w pobożnych formułach, że go oczekujemy, ale tak naprawdę nie rozumiemy, po co nam taki powrót. Wolelibyśmy po prostu trafić do Boga niż oglądać, jak Chrystus zstępuje powtórnie na ziemię. Ewentualnie nadajemy temu jakiegoś uduchowionego sensu, bo jesteśmy wykorzenieni z sensu pierwotnego, apokaliptycznego. O gniewie Bożym nie chcemy nawet słyszeć, ten symbol do nas nie przemawia, a nawet nas gorszy, bo jest bardzo nieprzyjemny i niezgodny z hasłem „Bóg jest milusi” (bo tak de facto odczytujemy Janową formułę „Bóg jest miłością”). Oczekiwanie na dzień sądu nad światem jest nam obce. Ograniczamy ewentualnie myślenie o sądzie do jakiegoś moralnego rozrachunku nad ludźmi już umarłymi. Ale Paweł mówił w pierwszej kolejności, tak jak prorocy Starego Przymierza, o sądzie nad światem, o dniu gniewu Jahwe, o jakiejś totalnej rozwałce.

Co z tym wszystkim robić? Destylować jakiś duchowy sens z otoczki apokaliptycznej dogmatyki, której nie możemy czy nie chcemy podzielać? Odróżniać to, co jest jakimś światopoglądowym kontekstem Pawła i spółki od tego, co jest rzeczywiście ponadczasową Dobrą Nowiną? Albo poddać się i uznać, że nie da się tego oddzielić? A może udawać, że wszystko gra i się zgadza? Okłamywać siebie nawzajem, że oczekujemy rychłego nadejścia Jezusa, który wybawi nas od dnia gniewu? Jedno jest pewne: Przestać udawać, że nie ma żadnych różnic pomiędzy tym, jak świat, historię, rolę Jezusa i działanie Boga w świecie rozumieli pierwsi chrześcijanie ze wspólnot Pawłowych a tym, jak postrzegamy to wszystko my. Próbować zrozumieć, o co im chodziło, bez udawania, że wcale im o to nie chodziło. I wtedy zastanowić się, co z tego wynika na dzisiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi