Założycielka chrześcijaństwa

Kto założył chrześcijaństwo? Na to pytanie można odpowiadać przeróżnie, zależnie od tego, jaką perspektywę obierzemy i jak zdefiniujemy chrześcijaństwo. Najbardziej oczywista odpowiedź to Jezus, ale nie jest to odpowiedź jedyna. Jeśli patrzymy na chrześcijaństwo na płaszczyźnie nadprzyrodzonej, jako na dzieło Boże w świecie, to jego inicjatorem jest po prostu Bóg. Jeśli chrześcijaństwo rozumiemy jako uznawanie w Jezusie Syna Bożego i Chrystusa, to założył je Piotr pod Cezareą Filipową. Ktoś inny powie, że założycielem chrześcijaństwa był Paweł, bo to on stworzył podwaliny chrześcijańskiej teologii, wykraczającej poza perspektywę żydowskiego prawa. Wreszcie ktoś złośliwie zaznaczy, że założycielem takiego chrześcijaństwa, jakie dziś znamy, był Konstantyn Wielki.

Ale jedną z możliwych perspektyw jest też spojrzenie na chrześcijaństwo jako na wiarę w zmartwychwstanie. Wszystko zaczęło się wówczas, gdy uwierzono, że zabity Pan żyje. Chrześcijaństwo to zatem wiara paschalna, wiara w powstanie Jezusa z martwych. Jeśli tak, to kto jest założycielem chrześcijaństwa? Jeśli wierzyć Ewangeliom, odpowiedź brzmi: Maria z Magdali. To Magdalena pierwsza spotkała Pana żywego, to ona ogłosiła innym, że zmartwychwstał. Chrześcijaństwo w jakimś sensie zaczyna się od Marii Magdaleny. Są w tym zgodni wszyscy czterej Ewangeliści. Maria pierwsza dotarła do pustego grobu i pojęła, że Pan powstał. Najbardziej rozbudowane opowiadanie na ten temat serwuje Jan, którego czytamy dziś w liturgii.

Ale zaraz. Najwcześniejszym fragmentem Nowego Testamentu na temat zmartwychwstania i wiary paschalnej jest słynny tekst Pawła z 1 Listu do Koryntian. Paweł oficjalnie i z namaszczeniem wymienia tam świadków zmartwychwstania, przekazując jakąś starszą tradycję. Pamiętamy: Kefas, potem dwunastu, potem tajemnicza grupa pięciuset braci, potem Jakub, apostołowie (to nie to samo, co dwunastu), a wreszcie sam Paweł. Możesz czytać listę z 1 Kor 15 kilka godzin bez przerwy, w kółko, możesz czytać ją na skos i do góry nogami, ale nie znajdziesz tam nic o Marii Magdalenie. Ani o żadnej innej kobiecie, podczas gdy według Ewangelii to kobiety pierwsze odkryły zmartwychwstanie. Jak wyjaśnić tę ewidentną sprzeczność?

Są dwie możliwości. Albo pierwotna jest lista podana przez Pawła, a przekazy Ewangeliczne są zupełnie wtórne i legendarne, albo odwrotnie – pierwotny przekaz przyznawał wielką rolę Marii Magdalenie w początkach wiary wielkanocnej, ale w wyniku patriarchalnych walk o władzę (a pamiętajmy, że porządek z 1 Kor 15 ma budować strukturę władzy w Kościele) kobiety z Magdaleną na czele zostały pominięte, ocenzurowane, przemilczane czy też wywalone w kosmos.

Jak myślisz, która interpretacja jest prawdziwa? Za każdą można z powodzeniem argumentować. Pierwszy List do Koryntian jest znacząco starszy niż Ewangelie, ponadto Paweł przekazuje jakąś jeszcze starszą tradycję. Chronologia przemawia więc na korzyść Pawła. Jednak możliwe jest także, że w Ewangeliach, choć są młodsze, zachował się pierwotny przekaz i pamięć o roli Marii Magdaleny. Łatwiej zrozumieć, dlaczego w kontekście judaizmu I wieku, a o takim kontekście mówimy, ocenzurowano szczególną i fundacyjną rolę kobiety, szczególnie kobiety, która miałaby być świadkiem najważniejszych spraw na świecie. Trudniej pojąć, dlaczego ktoś miałby zmyślać legendę o kobiecie jako świadku.

Nie jestem do końca przekonany, ale jest bardzo możliwe, że rola Marii Magdaleny w początkach wiary paschalnej i początkach Kościoła była wielka, ale bardzo szybko została wycięta i celowo przemilczana przez rządzących w Kościele mężczyzn. Wciąż pozostają nam opowieści paschalne ze wszystkich czterech Ewangelii, gdzie Maria Magdalena jest apostołką apostołów, ogłaszając jako pierwsza paschalną nowinę. Jednak w innych partiach tekstu Magdalena niemal się nie pojawia. Nie ma jej oczywiście w innych księgach Nowego Testamentu, ale nie ma jej (prawie) także w samych Ewangeliach do momentu wydarzeń wielkanocnych.

Ojcowie Kościoła nader chętnie utożsamiali Magdalenę z innymi kobietami z Ewangelii, szczególnie z prostytutkami. Grzegorz Wielki scementował na Zachodzie przekonanie, że Maria Magdalena reprezentowała tak zwany najstarszy zawód świata. Jednak to wszystko fantasmagorie, nie mające oparcia w tekście. Wiele pojawiających się w Ewangeliach kobiet zlało się tu w jedno, a jedynym tropem co do imienia była Maria, siostra Marty, która siedziała u stóp Pana. Jednak nic nie wskazuje na to, żeby była to Maria Magdalena. Mówimy o bardzo popularnym wówczas w Izraelu kobiecym imieniu. To jak współczesna Kasia – nie wystarczy komuś powiedzieć, że dzwoniła Kasia, bo każdy zna, kurde, dziesięć Kaś. O Marii Magdalenie w czasie trwania misji Jezusa w Palestynie wspomina realnie jedynie Łukasz, pisząc, że była ona jedną z kobiet wspierających Jezusa finansowo, a przy tym została, jak się zdaje, uwolniona przez Niego z siedmiu złych duchów. Informacja o złych duchach mogła wspierać narrację o rzekomym nierządzie Magdaleny. Bo z czym się ludziom w pierwszej kolejności kojarzy zło i grzech? A już zwłaszcza to, że w kobiecie mieszkają złe duchy? Natomiast wzmianka o wspieraniu ze swojego mienia misji Jezusa wskazuje na Marię jako na prekursorkę „patronki” z portalu Patronite.

Potem Marię Magdalenę widzimy pod krzyżem w Ewangeliach Marka, Mateusza i Jana. Właściwie nie stoi ona pod samym krzyżem, ale pozostaje w pewnym dystansie wraz z innymi kobietami, które wspierały swoją służbą i majątkiem misję Jezusa i uczniów. Warto odnotować, że kobiety przypatrywały się męce Jezusa, podczas gdy mężczyźni ponoć uciekli. Następnie te same kobiety były pierwszymi świadkami zmartwychwstania, podczas gdy mężczyźni siedzieli w ukryciu i zamknięciu.

Być może wszystko to zostało bardzo szybko zapomniane i przemilczane, a mężczyźni zaczęli swoje spory i licytacje, kto jest ważniejszy. Rola kobiet odeszła w cień, a szczególnemu zapomnieniu podległa rola tej szczególnie ważnej kobiety – Marii z Magdali. Milczenie, brak szczegółów z jej życia i zatarta pamięć, a wszystko to w połączeniu z jednak zachowanymi tradycjami o szczególnej jej roli w początkach wiary paschalnej… Takie połączenie musiało rodzić rozmaite legendy i domysły. W tekstach wczesnej gnozy Maria Magdalena jest uczennicą szczególną, wybraną, wyjątkową. Jest niemal ucieleśnieniem autentycznej wiary i uczniostwa, jest chodzącą gnozą. Szczególna bliskość Marii względem Jezusa ma nawet swój wymiar cielesny. Według Ewangelii Filipa Mistrz często całował Magdalenę w usta. W starożytności w ogóle, a w symbolice gnostyckiej w szczególności, taki pocałunek nie oznaczał jednak tego, co oznacza dla nas. Ma on wyrażać przekaz mistycznej wiedzy wybranej osobie. Mówi się też o Magdalenie jako towarzyszce Jezusa, jednak to znów nie oznacza małżeństwa ani czegoś podobnego, ale raczej po prostu szczególnie zażyłą relację uczniowską.

Wszystkie te wątki gnostyckie w połączeniu z tajemniczym przemilczeniem Marii Magdaleny w ortodoksyjnym przekazie, zrodziły wielki mit popkulturowy Magdaleny jako żony czy kochanki Jezusa. Istnieją ludzie, którzy są autentycznie przekonani, że tak musiało być. Wszystko układa im się w jedną całość. Są przekonani, że ktoś coś przed nimi ukrywa, że istnieją jakieś tajemne teksty, w których cała prawa jest zachowana. Nic takiego nie ma jednak miejsca. Związek Jezusa i Marii Magdaleny o charakterze romantycznym czy oblubieńczym, jakkolwiek by kogoś ta perspektywa nie pociągała, jest związkiem wyśnionym przez współczesne filmy, książki, gry komputerowe i nie wiadomo, co jeszcze. Jego realność jest wątpliwa i nie ma żadnych poważnych argumentów za nią przemawiających. Gdyby Magdalena była żoną Jezusa, czy kimś w tym rodzaju, Ewangelie raczej po prostu by o tym powiedziały. Małżeństwo nie było i nie jest niczym złym, nie było powodu, by coś takiego cenzurować. Jeśli Magdalena pojawia się w Ewangeliach jako raczej po prostu uczennica Jezusa, to nie ma powodu, by wątpić, że tak właśnie było. Legenda Magdaleny jako partnerki Jezusa może się jednak w nieskończoność karmić tym, że Kościół w dużej mierze wyrugował tę postać ze swojej pamięci. Jeśli ktoś nie chce ci o czymś mówić, nabierasz od razu pikantnych podejrzeń i dopowiadasz sobie ciekawe historyjki na ten temat.

Ale prawda jest mniej pikantna, choć jest ciekawa. Jest najprawdopodobniej taka: Maria Magdalena nie była jakąś żoną czy dziewczyną Jezusa, ale nie była też zwykłą uczennicą, jakich wiele. Miała szczególną relację z Mistrzem i to ona być może pierwsza doświadczyła, że po egzekucji na Golgocie On nadal w jakimś sensie żyje. Odegrała wielką rolę w powstaniu paschalnej wiary Kościoła, a tym samym w powstaniu chrześcijaństwa w takim sensie, w jakim je dziś rozumiemy. Ocenzurowanie tej postaci, przemilczenie jej roli, czego świadectwem być może jest już przekaz z 1 Kor 15, wynika nie z jakichś tajemniczych historii, ale po prostu z tego, Maria była kobietą. A to była, w starożytności chrześcijańskiej, żydowskiej i w ogóle w starożytności dość duża wada.

Zepchnięcie na drugi plan ważnej postaci Marii z Magdali było być może pierwszym, ale na pewno nie ostatnim przykładem lekceważenia roli kobiet w Kościele. Być może i dziś jest wiele kobiet, które płoną wielką miłością do Boga, które głoszą innym z zapałem Ewangelię, które widzą Pana żywego i mówią mu czule: Rabbi, które spijają święte słowa z Jego ust. Być może nie zostaną one docenione przez kościelne instytucje. Ale to one obcują z Jezusem, nie bacząc na to, że: „Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko”. Tymczasem „wielcy” mężczyźni zajęci są walkami o władzę i wpływy, przechadzając się w swoich wyszukanych strojach po watykańskich i kurialnych korytarzach. Lub wymądrzają się na swoich blogach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi