Einstein i Paweł

Wyobraź sobie, że Albert Einstein nie publikował nigdzie wyników swoich prac. Nie pisał nic sam z siebie na temat teorii względności, a jedynie opowiadał o niej różnym ludziom (którzy także nie pisali rozpraw na ten temat). Tak oczywiście nie było, ale chodzi tu o pewien eksperyment myślowy. No więc mamy tego Einsteina, który nic nie pisze. No, prawie nic. Okazuje się, że pisał listy do różnych grup fizyków, którzy zadawali mu jakieś szczegółowe pytania lub wyrażali wątpliwości odnośnie jego teorii. Po Einsteinie zostałyby więc tylko listy, które mówią o precyzyjnych, szczegółowych zagadnieniach związanych z teorią względności. Geniusz pisał te listy po to, by odpowiedzieć na konkretne pytania i problemy, których zresztą nie znamy, ale w jakiejś mierze domyślamy się ich z odpowiedzi samego Einsteina. Czy na podstawie takich listów można by zrekonstruować teorię względności? W jakiejś mierze pewnie tak, choć byłoby to dość karkołomne. Należałoby przebadać te problematyczne zagadnienia, które stara się wyjaśniać Einstein w swojej epistolografii i próbować stworzyć z nich jakąś szerszą mapę myśli. Jakoś by to szło, ale nie byłoby wcale takie proste i jednoznaczne.

Wyobraź sobie jednak, że oprócz tych kilku listów, w których fizyk odpowiada na konkretne pytania i problemy, mamy też dostępny jeden szczególny list. Einstein napisał go sam z siebie, a nie jako odpowiedź na zadane mu pytania czy dostrzeżone problemy ze zrozumieniem jego teorii. Jest to list do prestiżowego towarzystwa fizycznego, od którego Einstein spodziewa się uzyskać jakąś aprobatę czy finansowe wsparcie. Domyśla się, że członkowie towarzystwa coś już o nim słyszeli, może też obiły im się o uszy podstawowe zagadnienia związane z teorią względności. Jednak Einstein nie chce, by ci szlachetni mężowie zdawali się na plotki, które mogą wypaczać sens jego myśli. Pisze więc sam z siebie list do tego grona, a w liście tym wyjaśnia szkicowo całą teorię względności. Gdybyśmy mieli taki list, odetchnęlibyśmy z ulgą. Inne listy poszerzałyby nasze spojrzenie, ale ten byłby chyba najważniejszy. Dawałby pewne ramy naszego rozumienia teorii względności.

Właśnie wyjaśniliśmy sobie, czym jest List do Rzymian i dlaczego jest najważniejszym pismem Pawła. W innych listach Paweł nie rysuje ogólnego szkicu swojej teologii, bo nie ma takiej potrzeby. Pisze do ludzi, których osobiście poznał i którym swoją wersję Ewangelii ogłosił ustnie. W listach nie będzie więc się powtarzał. Będzie natomiast rozwiązywał szczegółowe problemy i wynikające z kontekstu danej wspólnoty zagadnienia. Tesaloniczanom napisze: Oczekujcie bliskiego dnia sądu, kresu obecnego świata. Nie zrażajcie się tym, że niektórzy w międzyczasie poumierali. Bóg ich wskrzesi i da im także udział w przyszłym świecie. Koryntianom powie: Ogarnijcie się z tymi nadzwyczajnymi darami duchowymi, nie przesadzajcie i nie róbcie szopek na swoich spotkaniach. Wyrzućcie ze wspólnoty tego kolesia, który śpi z własną macochą. I tak dalej. Do Galatów Paweł napisze: Nie słuchajcie tych nawiedzonych ludzi, którzy chcą was skłonić do obrzezania. Sami niech se utną. I tak dalej, i tak dalej.

Ze wszystkich tych listów można poznać wiele z myśli Pawła, ale List do Rzymian jest pod tym względem wyjątkowy. Paweł nie zakładał wspólnoty w Rzymie i, o ile wiemy, nie był tam nigdy wcześniej. Nie pisze więc tym razem listu do swoich duchowych dzieci i do swoich dobrych znajomych, którym wyjaśnić musi pewne szczegółowe kwestie czy rozwiązać pewien problem. Pisze do dobrze ugruntowanej wspólnoty chrześcijańskiej w stolicy cesarstwa, chcąc się jej przedstawić i naszkicować swoje poglądy. Martwi się chyba, że do chrześcijan z Rzymu doszły jakieś niejasne pogłoski na temat jego osoby, misji i poglądów teologicznych. Chce to wyprostować i jasno wyłożyć swoje przekonania. Czemu? Po co to robi? Co takiego się stało, że poskutkowało to napisaniem tego bezcennego dla nas listu? Prawdopodobnie odpowiedź jest iście prozaiczna. Paweł potrzebował wsparcia materialnego (noclegu, wyżywienia, pieniędzy) w Rzymie, chcąc podróżować dalej na zachód, mianowicie do Hiszpanii. Oczywiście po to, by ogłosić Chrystusa całemu światu, aż po jego krańce, które to krańce znajdują się w Hiszpanii. Paweł nie wiedział o istnieniu Ameryki, dzięki czemu był pełen entuzjazmu co do rozmachu swojej misji. No więc baza noclegowa i wsparcie w dalekiej podróży – takie między innymi (być może głównie) cele towarzyszyły Pawłowi, gdy pisał List do Rzymian.

Tyle wstępu, który być może przyda się komuś, kto chce podejść do Listu do Rzymian we właściwym kontekście. List ten czytamy obecnie w liturgii. Powiedzmy jeszcze kilka słów o dzisiejszym fragmencie.

Paweł mówi dziś o sytuacji pogan, którzy nie wierzą w jedynego Boga. Zdaniem apostoła powinni oni w Niego wierzyć, oczywiście nie w jakiś żydowski czy chrześcijański sposób, ale przynajmniej na zasadzie jakiegoś ogólnego rozpoznania rzeczywistości absolutnej. Błąd pogan polega na tym, że obserwując świat, nie przenoszą swojego zachwytu, czci i uwielbienia na przenikającego i większego od świata Stwórcę, lecz zatrzymują się na samych stworzeniach, wpadając w bałwochwalstwo. Zdaniem Pawła tym samym wpadają w gniew Boży. Boży gniew to bardzo ważna kategoria Nowego Testamentu, mimo że cała masa ludzi próbuje uporczywie przekonywać, że o gniewie mówi tylko Stary Testament. Jakkolwiek by rozumieć tę metaforę, pewne jest, że dla Pawła poganie jakoś rozmijają się ze swoim szczęściem i dobrem – i to z własnej winy. Owa wina polega zaś właśnie na tym, że ci ludzie przywiązują się do stworzeń i nie otwierają się na to, co od stworzenia większe, głębsze i po prostu wiekuiste.

Tym samym Paweł, na początku swojego najważniejszego listu, streszcza właściwie największy ludzki problem na drodze duchowej. Nie jest to problem tylko tych formalnych pogan, w sensie wyznawców jakichś starożytnych religii pogańskich, czczących Jupitera czy Wenus. Jest to problem de facto nas wszystkich. Problemem tym jest zatrzymanie się na tym, co doczesne. Wszystko, co nas otacza, odsłania nam Boga i odsyła nas do Niego. Natomiast my wpatrujemy się w to i przywiązujemy do tego, co widzimy, zamiast patrzeć głębiej. Paul Tillich, wielki teolog protestancki, wyraziłby to następującymi słowami: wszystko, co uwarunkowane, odsłania nam Nieuwarunkowane. Jeśli angażujemy się całym sobą w sprawy uwarunkowane, rozmijamy się z Nieuwarunkowanym, które jedynie zasługuje na nasze pełne zaangażowanie. Człowiek jest nieskończonym pragnieniem, i musi to nieskończone pragnienie skierować w nieskończoność. Jeśli uwiesi je na czymś skończonym, to ma przechlapane. Apokaliptyk Paweł powie: Taki człowiek wpada w Boży gniew. Jeśli wolisz, możesz powiedzieć: Taki człowiek rozmija się ze swoim szczęściem. Odpada od życiodajnej jedności z Bogiem, kto czyni sobie bogiem jakiekolwiek stworzenie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Przejdź do paska narzędzi