Bóg Ojciec i patriarchat

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii, co rzadko zauważamy w tej scenie, pewna kulminacja i szczytowe napięcie pada na wymianę zdań pomiędzy Maryją a Jezusem. „Ojciec twój i ja szukaliśmy ciebie” – mówi Matka Boża. „Ojciec twój” to oczywiście Józef. Jezus natychmiast odpowiada, że przecież musi być w sprawach swojego Ojca. Ów Ojciec to oczywiście Bóg.

Starożytne społeczeństwo, zarówno rzymskie, pogańskie, jak i tym bardziej żydowskie, było autentycznie patriarchalne. Obecnie dużo mówi się o patriarchacie, ale często w sposób sztuczny, rozciągając to pojęcie w nieskończoność i widząc ów patriarchat nawet tam, gdzie go wcale nie ma. Jednak w biblijnym Izraelu patriarchat naprawdę istniał. Ojciec (pater) sprawował całkowitą władzę (arche) w rodzinie. Jezus, olewając rodziców i zostając w Jerozolimie, wystąpił przede wszystkim przeciwko władzy ojca. Dlatego Maryja nie mówi: „Szukałam cię razem z ojcem”, jak pewnie powiedziałaby współczesna matka. Mówi: „Ojciec twój i ja szukaliśmy ciebie”. Bo to ojciec ma przede wszystkim władzę nad dzieckiem i to jemu się przede wszystkim zgubił Jezus.

To, że Chrystus nazywa w tej scenie Boga swoim Ojcem, jest totalnym wywróceniem całego tego modelu społeczno-rodzinnego. Maryja mówi jakby: „No hej, poddaj się władzy ojca, nie świruj”. A Jezus mówi: „Moim Ojcem jest Bóg, to Jego będę słuchał”. Rzadko chyba zdajemy sobie sprawę, że Jezusowe nazywanie Boga Ojcem, które od początku przejęli też chrześcijanie, jest wymierzone przeciwko systemowi patriarchalnemu. Oznacza: jesteśmy wolnymi osobami, odpowiadamy za swoje życie przed Bogiem, to z Nim się liczymy, a nasi ziemscy ojcowie nie mają nad nami władzy, nie jesteśmy ich własnością.

To ciekawe, bo niektórzy mówią coś dokładnie odwrotnego – że nazywanie Boga Ojcem jest właśnie patriarchalne, bo czemu nie nazywa się Go matką i tak dalej. Tymczasem Jezus, ucząc ludzi, że to Bóg jest ich Ojcem, wyzwalał ich spod toksycznej władzy ziemskich ojców.

Władza ojcowska i w ogóle rodzicielska jest oczywiście na pewnym etapie konieczna. Niemowlęta czy dojrzewające dzieci nie są samodzielne, nie mogą być pozostawione same sobie. Muszą być poddane rodzicom. Dlatego Łukasz zaznacza, że mimo swojego wybryku Jezus jeszcze przez jakiś czas był dalej poddany rodzicom. Problem jednak powstaje wtedy, gdy także dorośli ludzie są poddani rodzicom. Od tego Ewangelia chce ludzi wyzwalać. Tylko Bóg jest Ojcem i to On jedynie ma nad nami władzę. A Jego władza nie zniewala, lecz właśnie daje wolność.

Kolejne epoki, także w kręgu oddziaływania chrześcijaństwa, wcale nie pozbyły się rysu patriarchatu. Dlatego wielcy święci dokonywali czasem aktów co najmniej równie spektakularnych jak Jezus w dzisiejszej Ewangelii, by uwolnić się spod trwającego wpływu ziemskich ojców na ich życie. Przecież historia Franciszka z Asyżu ma wyraźnie taki właśnie rys. Biedaczyna wyrzekł się ojca i jego bogactwa, założył żebracze łachmany (które stały się wzorem późniejszego habitu) i stwierdził, że tylko Bóg jest jego Ojcem. Z kolei Stanisław Kostka wbrew woli rodziców postanowił wstąpić do jezuitów, a w tym celu odbył pieszą wędrówkę do Rzymu. To z powodu jego liturgicznego wspomnienia czytamy zresztą dzisiaj Ewangelię o tak zwanym odnalezieniu w świątyni.

Warto o tym wszystkim pamiętać, gdy ktoś próbuje nam wkręcać, że chrześcijaństwo obliguje do ciągłego posłuszeństwa wobec rodziców i spełniania ich życzeń. W dzieciństwie oczywiście trzeba być w jakimś zakresie poddanym rodzicom, inaczej nikt nie wyrósłby na dojrzałą osobę. Potem jednak przychodzi czas, kiedy trzeba, jeśli chce się być wolnym i chce się mieć prawdziwie swoje życie, mieć wyrąbane na zdanie rodziców. Wyrąbane w dobrym sensie – nie w znaczeniu braku szacunku, braku wdzięczności czy jakiegoś rewanżu za realne czy urojone krzywdy. Wyrąbane na ich projekt na twoje życie. Chrześcijanina interesuje tylko Boży projekt na jego życie. Tylko Bóg jest Ojcem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi