Ukazywał się w odpowiedniej kolejności

Jakie jest najstarsze spisane świadectwo na temat zmartwychwstania Pana Jezusa? Nie chodzi o jakąś wyrywkową wzmiankę w rodzaju: „Pan powstał”, „Został wskrzeszony”, ale o dłuższy tekst opowiadający o doświadczeniu świadków żyjącego Pana. Takim najstarszym tekstem nie jest, oczywiście, żaden tekst z którejś z czterech Ewangelii kanonicznych, ale znacząco starszy fragment Świętego Pawła z 1 Listu do Koryntian (15, 1–8). Właśnie dziś czytany jest on w liturgii. Brzmi następująco:

Przypominam, bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którąście przyjęli i w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni, jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem. Chyba żebyście uwierzyli na próżno.

Przekazałem wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł za nasze grzechy, zgodnie z Pismem, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem; i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi.

Jaki jest cel tego tekstu? Na pewno nie jest nim poinformowanie czytelników o tym, że Jezus zmartwychwstał. Paweł nie pisał przecież do ludzi, którzy o tym nie słyszeli. Jego listy są zasadniczo (poza tym do Rzymian) skierowane do wspólnot i osób, które Paweł najpierw osobiście spotkał i którym głosił swój kerygmat. Koryntianie słyszeli już o tym, że Chrystus zmartwychwstał. Nie dziwota, że fragment zaczyna się od słowa „przypominam”. Jaki jest jednak szczegółowy cel ponowienia opowieści o zmartwychwstaniu, tak wyraźnie wyłożonej i to w takiej właśnie, a nie innej formie?

Wyobraź sobie, że umarła twoja matka, nie zostawiwszy formalnego testamentu. Była osobą bardzo bogatą, wpływową, zarządzającą jakimś wielkim dziełem czy firmą. Wielu członków rodziny stara się wówczas udowodnić, że to oni są potencjalnie głównymi spadkobiercami. Każdy licytuje się, kiedy to ostatnio rozmawiał z mamą, jaki to miał z nią dobry kontakt. Dzieci, wnuki, wujkowie i ciocie – wszyscy próbują udowodnić, że to oni byli z tą kobietą najbliżej i to im należy się pewne zwierzchnictwo w nowym etapie życia rodziny. To oni powinni przejąć majątek czy władzę. Ot, zwykła ludzka słabość, naturalne odruchy. Zdaje się, że na podobnej scence opartych jest kilka filmów. Ktoś więc pokazuje swoje zdjęcia z mamą, argumentując, że zawsze był blisko niej. Ktoś inny mówi, widząc, że z tym pierwszym nie wygra: „Ok, ale ja też byłem dla niej ważny. Uznaję twoje zwierzchnictwo, ale zwróćmy uwagę, że niedawno ciocia, zanim odeszła, zadzwoniła do mnie i powiedziała, że jestem jej ulubionym siostrzeńcem i pokłada we mnie duże nadzieje”. Ktoś inny dodaje: „Dobrze, ale ja też chyba powinienem mieć coś do powiedzenia. Byłem blisko babci, gdy była chora. W trudnych chwilach stałem przy niej i to mi zdradzała swoje największe sekrety”. Ta licytacja o autorytet, władzę, schedę po kimś jest czymś zupełnie po ludzku zrozumiałym, nawet jeśli niekiedy przybiera formy niemal karykaturalne.

Właśnie wyjaśniliśmy sobie, na czym polega polityczno-kościelny, jeśli można tak to nazwać, aspekt Nowego Testamentu. Zastanawiałeś się kiedyś, czemu Ewangeliści tak mocno podkreślają rolę Piotra? Niezależnie od tego, na ile Piotr rzeczywiście wyróżniał się spośród grona dwunastu w czasie ziemskiego życia Jezusa, odpowiedź brzmi: Ewangeliści robią to, by pokazać autorytet Piotra w pierwotnym Kościele, już po odejściu Jezusa. Zastanawiałeś się czasem, czemu w niektórych scenach autorzy podkreślają, że Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana? Może naprawdę dosłownie ich gdzieś tam zabierał, w porządku. Ale przecież nie dlatego co chwilę się to podkreśla. Podkreśla się dlatego, by uargumentować rolę tych postaci jako filarów Kościoła popaschalnego.

Ukazywanie się zmartwychwstałego Chrystusa także pełni taką właśnie funkcję. Jest argumentem na rzecz autorytetu w Kościele. Zauważmy, że ten aspekt nie jest jakiś późny i zupełnie wtórny wobec najbardziej pierwotnych przekazów. Nie, właśnie najstarszy opis zmartwychwstania, który przekazuje Paweł, jest jednocześnie wyliczanką kościelnych autorytetów. Do których Paweł dopisuje także siebie, by uwiarygodnić swoje posłannictwo.

Słyszymy zatem, że najpierw Pan ukazał się Kefasowi. To aramejska ksywa, którą nadał Jezus Szymonowi, przez nas dziś nazywanemu Piotrem. Dopiero potem Chrystus ukazał się dwunastu apostołom. Ale zaraz, przecież Piotr też jest jednym z nich! Tak, ale jest najważniejszy, ma prymat i jest największym autorytetem Kościoła, głównym ośrodkiem władzy. Jak to wyrazić? Poprzez powołanie się na porządek nadprzyrodzony. Tak, Jezus ukazał się wszystkim z grona dwunastu, ale najpierw Piotrowi! I wszystko jasne. Następnie podkreślony jest autorytet pierwotnej wspólnoty, która uwierzyła w zmartwychwstanie – ukazał się pięciuset braciom. Dopiero potem ukazał się Pan Jakubowi.

Nawiasem mówiąc – dlaczego ten tekst czytany jest dziś w liturgii? Właśnie ze względu na Jakuba, którego wspomnienie dziś obchodzimy. Szkoda tylko, że Jakub, którego dziś czcimy razem z Filipem, to tak zwany Jakub Młodszy, jeden z dwunastu apostołów. Tymczasem Jakub, którego wymienia Paweł, to ewidentnie inny Jakub – tak zwany Jakub Sprawiedliwy, bliski krewny Chrystusa. Był on ponoć pierwszym biskupem Jerozolimy i stanowił bardzo ważną postać pierwotnego Kościoła, reprezentując konserwatywne, judeochrześcijańskie poglądy, antypodyczne wobec doktryn Pawła. Wydaje się, że nie był uczniem Jezusa w czasie Jego ziemskiego życia. Ale przekaz kościelny radzi sobie z takimi trudnościami – co prawda nie był uczniem wcześniej, ale potem Pan mu się ukazał. To chyba o czymś świadczy.

Wreszcie Paweł wymienia siebie samego jako tego, który doświadczył spotkania ze zmartwychwstałym. Robi to bardzo pokornie, a mianowicie po pierwsze wymienia siebie na samym końcu, po drugie określa się mianem poronionego płodu. Ale jednak dodaje siebie do tej wyliczanki, tym samym mówiąc: Mam autorytet pochodzący od Pana, słuchajcie zatem głoszonej przeze mnie Ewangelii.

Wszystko to może przypominać wiele różnych życiowych sytuacji, które dobrze znamy i które czasem nas bawią, a czasem angażują. Dotyczy to również sytuacji związanych z Kościołem współczesnym. Weźmy na przykład Jana Pawła II, na którego autorytecie bardzo wielu chce oprzeć swój własny autorytet. Ile razy ktoś jeszcze będzie nam pokazywał swoje zdjęcia z Janem Pawłem II lub cytował miły list, który ten święty papież skierował do jego środowiska, do jego czasopisma, jego wspólnoty czy do niego samego osobiście? Kto jeszcze objaśni nam, że był bliskim przyjacielem, najważniejszym współpracownikiem, miał szczególną więź z Janem Pawłem i cieszył się jego zaufaniem? Trochę przypomina to wszystko właśnie przekazaną przez Pawła wyliczankę osób, którym ukazał się Pan.

Coś tak bardzo nadzwyczajnego, nadprzyrodzonego i niesamowitego jak zmartwychwstanie Jezusa jest od razu zanurzone w tym, co zupełnie ludzkie i łatwe do socjologicznej i psychologicznej dekonstrukcji. Powtórzmy: Najstarsze spisane świadectwo na temat zmartwychwstania Chrystusa jest jednocześnie licytacją, kto to z wielkich jest największy, kto jest najpotężniejszym autorytetem w Kościele.

Świadomość tego wszystkiego uczy nas pewnego dystansu. Nie myślimy już, że to tylko dzisiaj tyle jest nader ludzkich mechanizmów w Kościele, a kiedyś wszystko było takie czyste i uduchowione. Zawsze było podobnie. Już na tym etapie, kiedy spisywano Nowy Testament, były spory, licytacje na autorytet, kwestia władzy i porządku.

Ale gdzieś w tym wszystkim jaśnieje Ewangelia. Nadal jest głoszona, nadal jest przekazywana. A Pan naprawdę zmartwychwstał i można spotkać Go żyjącego. I razem z nim przejść ze śmierci do życia.

2 Replies to “Ukazywał się w odpowiedniej kolejności”

  1. Milosz pisze:

    ” Jakub Sprawiedliwy, bliski krewny Chrystusa” 😉 Do dyplomacji go!

    • Marcin Walczak pisze:

      Jakub zwany Pańskim bratem, czyli brat Jezusa. To żadna tajemnica, tak nazywa go sam Paweł w Liście do Galatów i późniejsza tradycja.
      Używam zawsze sformułowania „bliski krewny Chrystusa”, by nie prześlizgiwać się po dużym i nieoczywistym temacie. Nie jest wcale jasne, czy braterstwo Jakuba oznacza braterstwo rodzone. John Paul Meier, najważniejszy chyba katolicki badacz z nurtu Jesus Quest, uważa, że dosłowne braterstwo jest najbardziej prawdopodobne. Dyskusja jednak się toczy, warto sprawdzić solidne argumenty za tezą przeciwną z bardzo dobrej książki Branta Pitre „Jezus i żydowskie korzenie Maryi”. Nadal niektórzy argumentują także za tradycją wschodnią, opartą na Protoewangelii Jakuba, a więc za tym, że Józef miał dzieci z poprzedniego małżeństwa (choćby Richard Bauckham). Cała ta dyskusja jest bardzo ciekawa, tym bardziej, że badania historyczno-egzegetyczne nakładają się w niej na przedzałożenia dogmatyczne różnych wyznań. Ale nie jest to w każdym razie tak proste, jak się wydaje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi