Dzieje Apostolskie kontra Paweł

Z jakimi kawałkami kojarzy ci się Freddie Mercury? Wiadomo: „Bohemian Rhapsody”, „We Are the Champions”, „We Will Rock You” i tak dalej. Każdy o tym wie i każdy się spodziewa, że jeśli ktoś będzie mu opowiadał o jakimś koncercie Queen sprzed lat, to opowie właśnie o wykonaniu tych utworów. Wyobraź sobie jednak, że ktoś opowiada ci o występie tego zespołu, ale w ogóle nie wspomina, by zagrane zostały wspomniane piosenki. Bardzo dziwne. Osobą, która opowiada tę historię jest, załóżmy, Dawid Podsiadło. Relacjonuje on, jak Freddie Mercury śpiewał na koncercie takie utwory jak: „Nieznajomy”, „Małomiasteczkowy” oraz „Nie ma fal”. Co więcej, Dawid Podsiadło opowiada też o koncertach innych zespołów, na przykład The Beatles. Oni też mieli śpiewać „Nieznajomego” i tak dalej. Zaraz, coś tu nie gra. Przecież Queen i The Beatles są znani z innych kawałków. Podsiadło wkłada im w usta swoje utwory, co nie trzyma się historycznie kupy. Być może artysta chce pokazać, że to jego piosenki są ponadczasowe, że to one są doskonałą emanacją współczesnej muzyki rozrywkowej i że były już wykonywane przez największe zespoły dawno temu. W ten sposób Podsiadło nie zwiększa swojej osobistej sławy, na czym mu najwyraźniej nie zależy, ale zwiększa renomę swoich kawałków, pokazując ich klasyczność i centralną pozycję w przestrzeni popkultury.

Poprzez tę dziwną historię właśnie wyjaśniliśmy sobie, co właściwie wyrabia Łukasz w Dziejach Apostolskich. Wszystkie kazania, kerygmaty, katechezy, głoszenia, posłania i nie wiem, jak jeszcze chcesz to nazwać, które pojawiają się w tej księdze, mają pewien stały, spójny schemat. Niezależnie od tego, czy przemawia Piotr, Paweł, Szczepan czy ktokolwiek inny, wszyscy mówią jednym głosem, przedstawiając jedną interpretację wydarzeń paschalnych. Jest to najprawdopodobniej interpretacja samego Łukasza, który, by ją przeforsować, chętnie wkłada ją w usta swoich Queen i Beatlesów. W ten sposób po pierwsze pokazuje wygładzoną jedność i spójność ideową pierwotnego Kościoła, na czym bardzo mu zależy, a po drugie po prostu lobbuje własną teologię, bo jak wszyscy autorzy Nowego Testamentu ma swoją konkretną wizję teologiczną, którą nam sprzedaje.

Wszystko to jest najbardziej karkołomne, gdy na scenę wchodzi Święty Paweł. Z jakimi kawałkami, to znaczy tezami, kojarzy się Paweł z Tarsu? Oczywiście przede wszystkim z doktryną o tym, że jesteśmy zbawieni tylko z łaski, a nie przez pełnienie uczynków Prawa. Każdy wie, że to podstawowa i charakterystyczna teza Pawła, przebijająca się na wierzch wszystkich jego listów. Druga sprawa, która jest właściwie jakby dziejowym odbiciem tej pierwszej, to wskazanie na to, że zbawiła nas śmierć Chrystusa, który umarł za nasze grzechy. Jezus na krzyżu oddał za nas życie, choć na to nie zasługiwaliśmy. Złożył więc coś w rodzaju ofiary za nas. Chyba każdy kojarzy te Pawłowe tezy, jeśli tylko ma minimalną wiedzę o chrześcijańskiej doktrynie.

W dzisiejszym czytaniu z Dziejów Apostolskich słyszymy, czego – według Łukasza – nauczał Paweł. W ramach syntetycznego wystąpienia Paweł nie mówi nic z tych rzeczy, z których jest nam skądinąd znany. Nie słyszymy o zbawieniu z łaski, o tym, że Prawo nie zbawia. Nie słyszymy też o tym, że Jezus umarł za nasze grzechy! „Jejku, to pewnie przypadek, że akurat w tym miejscu nie ma tych rzeczy”. Nie, poczekaj. W całych Dziejach Apostolskich mamy na pęczki wypowiedzi Pawła, ale nigdzie nie naucza on o zbawieniu z łaski. Nigdzie też, co dość szokujące, nie mówi on o tym, że śmierć Jezusa była ofiarą za grzechy. Właściwie nikt inny w Dziejach Apostolskich także tego nie mówi. Powtórzmy: Dzieje Apostolskie, które relacjonują głoszenie przez pierwotny Kościół tajemnicy paschalnej, nie mówią nic o tym, że Jezus na krzyżu złożył ofiarę za nasze grzechy.

Pomińmy kwestię pierwszą, to znaczy to, że Paweł w relacji Łukasza nie nauczał nic o zbawieniu z łaski przez wiarę w opozycji do niemożliwości zbawienia przez pełnienie czynów Prawa. Jest to bardzo dziwne, ale jednocześnie zrozumiałe. Łukasz chce jednolitości Kościoła, chce spójnego przekazu, nie chce przedstawiać Pawła jako oryginała i radykała odstającego od reszty. Wszyscy mają głosić to samo, a kontrowersyjne tezy Pawła lepiej przemilczeć w tej pięknej historii.

O co jednak chodzi z tym, że w Dziejach nie mówi się o śmierci Jezusa jako ofierze za grzechy? Przecież sam Łukasz nie pomija w swoim dziele tego wymiaru śmierci Pana. W ewangelicznym opisie ostatniej wieczerzy przekazuje z szacunkiem tradycję mówiącą, że Jezus wspomniał o swoim ciele jako wydanym za nas, a o krwi jako za nas wylanej (22, 19-20). A jednak ten ofiarniczy charakter krzyża Chrystusa zostaje odsunięty w cień, a w Dziejach Apostolskich po prostu nie występuje.

Może to rodzić dwa pytania. Po pierwsze: Jakim cudem nigdy nie zauważyłem, że w Dziejach Apostolskich nie ma mowy o tym, że Jezus umarł za nasze grzechy? Wydawało mi się oczywiste, że właśnie tego nauczają głoszący w tej księdze Dobrą Nowinę apostołowie. Oto odpowiedź: Dlatego, że czytasz Nowy Testament od tyłu. Słuchasz i czytasz fragmenty Nowego Testamentu z perspektywy późniejszego rozwoju doktryny. Żyjesz w XXI wieku, masz wszystko poukładane, znasz katechizmy, nauczanie papieży, wpojono ci różne doktryny, nauczali cię rodzice i katecheci, wszystko układa ci się w jedną całość. I ta „jedna całość” jest aż do przesady „jedna”. To ujednolicenie i uporządkowanie nie pozwala ci zobaczyć, że już na etapie Nowego Testamentu teologia jest zróżnicowania i pluralistyczna. Są różne interpretacje osoby, życia, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa. Są różne wizje tego, na czym polega zbawienie i jak się mają do niego dobre czyny człowieka (szkoła Pawła kontra List Jakuba). Są różne perspektywy, różnie rozkładane akcenty, jest całe bogactwo i polifonia. Owszem, ofiarniczy charakter śmierci Chrystusa jest dość rozpowszechnioną tezą. Występuje nie tylko w listach Pawła, ale w spektakularny sposób także w tak zwanym Liście do Hebrajczyków, występuje też w synoptycznych Ewangeliach, łącznie z najstarszą Ewangelią Marka. Pojawia się wreszcie u Jana, u którego Jezus wręcz w pełnej wolności decyduje się oddać życie, którego – jak słyszymy w czwartej Ewangelii – nikt Mu nie zabiera. Ale w Dziejach Apostolskich akurat tego nie ma. Łukasz nie chce tego akcentować, chce opowiedzieć chrześcijaństwo jakoś inaczej, od trochę innej strony.

I to jest drugie pytanie: Dlaczego Łukasz to robi? Odpowiedź: Nie mam pojęcia. Można tu chyba tylko spekulować. Dzieje Apostolskie to wielkie otwarcie Kościoła na pogan. Całe dzieło Łukasza ma służyć uzasadnieniu Kościoła złożonego także z pogan, ma pokazać nowy, otwarty, międzynarodowy lud Boży. Łukasz pokazuje co prawda ciągłość Kościoła wobec Izraela, ale chce otworzyć się na kategorie helleńskie, chce uczynić swój przekaz zrozumiałym i racjonalnym dla szeroko pojętych Greków. Tymczasem postrzeganie śmierci Chrystusa jako ofiary przebłagalnej za grzechy jest przecież nabudowane na żydowskiej religijności, na kulcie świątynnym. Żydzi bez przerwy składali te ofiary za grzechy, więc przemawiał do nich symbol Chrystusa jako składającego ostateczną ofiarę raz na zawsze. Dla racjonalnych Greków taka optyka mogła nie być atrakcyjna. Co ich obchodziła kwestia jakichś ofiar za grzechy? Przydałoby się opowiedzieć tym ludziom wydarzenia paschalne w jakimś innym kluczu. Być może o to właśnie chodziło Łukaszowi.

Także w naszych czasach nie zawsze, nie do końca i nie do wszystkich musi przemawiać spojrzenie na śmierć Chrystusa jako na ofiarę za grzechy. Tym bardziej optyka zaproponowana przez Łukasza może być dziś godna uwagi. Warto zauważyć jej odrębność i sprawdzić na własny duchowy użytek, czy ona do nas przemawia. Dlatego na koniec, licząc, że ktokolwiek dobrnie do tego miejsca, postaram się bardzo zwięźle przedstawić, co właściwie o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa mówi Łukasz w swoich Dziejach.

Jeśli na śmierć Jezusa patrzeć nie od razu przez jakieś religijne okulary jako na zaplanowaną od wieków ofiarę za grzechy, jako na akt kapłańskiej ofiary Chrystusa lub jako na spełnienie odgórnego planu Boga Ojca, to czym jest ta śmierć? Po prostu ogromnym błędem, perfidną niesprawiedliwością. Jest sądową pomyłką, ponieważ skazano totalnie sprawiedliwą osobę. Jest także szczytem zła ze strony ludzi, bo doprowadzono do katuszy kogoś, kto czynił samo dobro wobec wszystkich. Jasne? Racjonalne? To właśnie mówi Łukasz w Dziejach.

Kolejnym krokiem jest zmartwychwstanie. Śmierć Jezusa wskazuje na niesprawiedliwość świata i na krzywdę ofiar wszystkich czasów. To ważne, ale to nie wszystko. Zmartwychwstanie oznacza, że sam Bóg stoi po stronie Jezusa, jakoś się z Nim utożsamia. To, że ukrzyżowaliśmy Jezusa nie jest więc tylko zwykłym nietaktem, pomyłką czy błędem, ale jest zbrodnią przeciwko samemu Bogu. Ups, trochę przypał. Wtem okazuje się jednak, że po zmartwychwstaniu Chrystus nie ogłasza zemsty nad swoimi oprawcami, ale obwieszcza pokój, zbawienie i odpuszczenie grzechów. A zatem najgorsze zło, jakie tylko mogliśmy popełnić i popełniliśmy, Bóg wykorzystał, by obwieścić nam swoje zbawienie, ogłosić przebaczenie i dać życie wieczne. To właśnie głoszą apostołowie według autora Dziejów Apostolskich.

Śmierć Jezusa jest związana z odpuszczeniem grzechów, ale nie w jakiś automatyczny, ofiarniczy sposób. Zadaniem Łukasza jest tak, że ukrzyżowanie Pana było największym złem ludzi, a skoro Bóg ogłosił, że to przebacza i że właśnie teraz ogłasza nam życie wieczne, to każdy, kto o tym usłyszy, może się wreszcie opamiętać i nawrócić. W śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa ukazuje się bezmiar przebaczenia Boga, a nam jest tak głupio, że w końcu się nawracamy i postanawiamy już nie grzeszyć. Nie chcemy już krzywdzić się nawzajem, bo spotkaliśmy miłość Boga, który utożsamia się z krzywdzonymi.

Można to spróbować wyjaśnić przez jakąś jaskrawą analogię. Wyobraź sobie, że od dziecka źle traktujesz swoją matkę. Jesteś wobec niej niewdzięczny i zły, a ona wciąż ci przebacza, kocha cię i otacza troską. W końcu mówisz: „Ale ona mnie denerwuje tą swoją dobrocią, zabiję ją, to zobaczymy, czy będzie taka dobra”. Bierzesz siekierę z piwnicy i w akcie czystej złości zabijasz swoją matkę. Ale po paru dniach patrzysz, a tu matka przychodzi do ciebie żywa. Mówi: „Kocham cię, dziecko. Wszystko ci przebaczam”. Skoro przebaczyła ci nawet to, że ją zabiłeś, to znaczy, że naprawdę wszystko jest ci przebaczone. Ta miłość wreszcie kruszy twoje serce i odtąd żyjesz zupełnie inaczej.

Tak właśnie miłość Boga, jeśli wierzyć Dziejom Apostolskim, kruszy ludzkie serca, które uwierzą w opowieść paschalną. Gdy usłyszymy, że Bóg w reakcji na najgorsze świństwo z naszej strony ogłasza, że przebacza nam wszystko, to padamy na kolana przed taką miłością i chcemy już tylko nią żyć. Jeśli zobaczyłeś, że Bóg wybaczył nam, że Go zabiliśmy, to będziesz odtąd głosił na całym świecie, że miłość Boga jest nieskończona, a Jego przebaczenie bezgraniczne. Tym właśnie, według Łukasza, zajmuje się Kościół.

Symboliczna optyka Pawła, Marka czy Jana, według której Jezus jest ofiarą za nasze grzechy, a zmartwychwstanie potwierdzeniem, że Bóg tę ofiarę uznał, oraz bardziej racjonalna optyka Łukasza, według której przy okazji śmierci Jezusa i Jego zmartwychwstania objawiło się, że Bóg wszystko nam przebacza, mają ostatecznie wspólny sens i przekaz: Bóg oszalał z miłości, a kto w to uwierzy, zacznie żyć kompletnie inaczej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przejdź do paska narzędzi