Judasz, Maciej i losowanko

Czytany dziś w czasie liturgii fragment Dziejów Apostolskich jest jednym z najdziwniejszych passusów tej księgi. Mówi o uzupełnieniu grona dwunastu apostołów osobą Macieja. Jak wiemy, nowy członek apostolskiego kolegium miał zastąpić Judasza, który według Łukasza, tak jak według Mateusza, w międzyczasie zginął. Dodatkową atrakcją jest to, że nowy apostoł został wybrany poprzez losowanie. Nasuwają się dwa pytania. Po pierwsze, po co uzupełniać grono dwunastu? Instytucja dwunastu apostołów nie była przecież i tak dalej utrzymywana. Gdy członkowie tego grona poumierali, nie wybierano już ich następców. Co prawda dziś mówi się, że biskupi są następcami apostołów, ale to późniejsza teologia, a poza tym biskupów jest na pęczki i nikt nie pilnuje, by było ich akurat dwunastu. Czemu więc jeszcze na początku miało być przez chwilę koniecznie dwunastu apostołów? Nie mogło już zostać jedenastu? Druga kwestia dotyczy formy wyboru Macieja. Losowanie? Co to ma znaczyć? Czy nie zakrawa to o zabobon?

Przyjrzyjmy się najpierw kwestii numer jeden, czyli pytaniu o to, dlaczego Łukasz opowiada w ogóle o uzupełnieniu grona dwunastu apostołów. Mówi się, że Kościół jest zbudowany na wierze dwunastu, że jest apostolski i tak dalej. Ktoś mógłby pomyśleć, że Łukasz chce po prostu pokazać, że w początkach Kościoła, gdy zstąpił Duch Święty, musiało być dwunastu apostołów, jako swoiste personalne serce nowej wspólnoty. Ale w sumie można by przecież mówić, że Pan Jezus wybrał ich dwunastu, ale że wiemy, jak skończył Judasz, to przy zesłaniu Ducha było już tylko jedenastu. Nic by się nie stało. Może jest jakiś bardziej konkretny i wyrazisty powód, dla którego Łukasz opowiada swoją przedziwną historię o wylosowaniu Macieja?

Wróćmy do tekstu, który czytaliśmy parę dni temu. Chodzi o najstarszy przekaz o zmartwychwstaniu Jezusa, który udostępnia nam Paweł w swoim 1 Liście do Koryntian. Jak pamiętamy, czytamy tam, „że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu” (w. 3-5). A zatem najstarsza tradycja, bo Pawłowe listy są starsze niż Ewangelie w ich ostatecznej formie, mówi o ukazywaniu się zmartwychwstałego Kyriosa dwunastu apostołom. Co to ma znaczyć? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Jak to dwunastu? Przecież Judasz już wącha kwiatki od spodu. Nie mógł zatem oglądać tak zwanych chrystofanii. Czemu przekaz Pawłowy, wyrażający jakąś świadomość i tradycję pierwotnego Kościoła, mówi tu o dwunastu, a nie o jedenastu?

Wszystkie Ewangelie mówią o zdradzie Judasza. Tylko Mateusz natomiast mówi o jego samobójczym końcu. Łukasz podchwytuje to w Dziejach, wspominając przez usta Piotra, że Judasz spadł z góry i pękł na pół. Cokolwiek by to miało znaczyć, nie musi to, zauważmy, oznaczać samobójstwa. Jednak Mateusz i Łukasz są zgodni w tym, że Judasz zginął w czasie pamiętnych dni paschalnych. Historie o tym, że „wypłynęły wszystkie jego wnętrzności”, mają trochę posmak kreskówkowego przerysowania negatywnego bohatera. „Tak kończą zdrajcy” – zdaje się mówić Łukasz. Co jeszcze mówi się o nielubianych, negatywnych postaciach? Na przykład mówimy: „Zobacz tę głupią Magdę, spójrz – roztyła się jak świnia”. Bingo, to samo mówi inna wczesna tradycja o Judaszu. Serio, apokryficzna wersja losów Judasza głosi, że roztył się on do takich rozmiarów, że nie był w stanie zmieścić się w miejskiej bramie.

Ale wróćmy do tematu. Jak pogodzić tradycję o tym, że Jezus ukazywał się po zmartwychwstaniu dwunastu apostołom, z tradycją o tym, że Judasz już nie żył? Dziś na podstawie tej nieścisłości niektórzy co bardziej wywrotowi badacze twierdzą, że opowieść o Judaszu jako zdrajcy i samobójcy jest późniejszą legendą, która nie ma oparcia w wydarzeniach historycznych. A więc najpierw istniało przekonanie, że było dwunastu apostołów i że Pan Jezus objawiał im się po zmartwychwstaniu, a potem dopiero wymyślono legendę o zdrajcy Judaszu. Wyjaśnia to treść 1 Kor 15 w relacji do Ewangelii Mateusza. Jaki byłby sens wytworzenia takiej historii? To bardzo proste. Narastająca wrogość pomiędzy Kościołem a synagogą skłaniała autorów Nowego Testamentu do wyrażania pewnej niechęci do judaizmu. Ewangelia Jana stanowi tu pewne apogeum – tak zwani „Żydzi” są w niej zasadniczo negatywnymi bohaterami, łącznie z tym, że „diabła mają za ojca”. Może opowieść o Judaszu jest już pierwszym znakiem tego napięcia? Mateusz to wszak Ewangelista, który pokazuje odpowiedzialność narodu żydowskiego za śmierć Mesjasza. „Krew jego na nas i na dzieci nasze” – krzyczy lud wybrany u Mateusza. Żydzi popełnili błąd, wydając Jezusa na śmierć. Jak jeszcze można to wyrazić? Personifikując całą żydowską zbiorowość w jedną postać. Judasz, czyli w oryginalnym tekście po prostu Juda, ma na imię tak, jak jeden z protoplastów narodu żydowskiego. Od tego imienia nazywa się ziemia Judy, ale także od niego określa się członków tego narodu. Judasz to mniej więcej „Żyd”. Opowiem ci historię. Była sobie piękna kobieta, miała na imię Polska. Ale nagle napadł na nią zły człowiek, nazywał się Zdzisław Niemiec. Wtem z drugiej strony nóż w plecy tej Polsce wbiła Krystyna Rosja. Chyba rozumiesz, że nie opowiadam o konkretnych ludziach, tylko daję ci przekaz co do minionych (ufam, że minionych) losów naszego kraju? Kiedy Ewangelie mówią, że Judasz zdradził Jezusa, mogą mówić w ten sposób alegorycznie o tym, że Żydzi wyparli się Jezusa i wydali Go na śmierć Rzymianom.

To trzyma się kupy, jednak nie brakuje przeciwników tej tezy. Kościół w naturalny sposób dba o swój PR. Nie ukrywano co prawda błędów i słabości kościelnych filarów – na przykład czytamy w Nowym Testamencie o zdradzie Piotra. Czy jednak wymyślano by z własnej woli jeszcze bardziej pognębiające apostołów historie? Dobrze, nie wybielano dwunastu, ale czy odważono by się wręcz ich oczerniać, wytwarzając legendę o tym, że jeden z nich był zdrajcą? Niektórzy tego nie kupują. W ramach badań nad Ewangeliami wymienia się różne kryteria, pozwalające ustalić, co w tych tekstach ma wartość historyczną, a co jest późniejszą nadbudową. Jednym z tych kryteriów jest tak zwane kryterium zakłopotania. Oznacza ono w skrócie, że jeśli coś jest przypałowe, to jest historyczne. Jeśli piszesz teksty, w których chcesz zachęcić ludzi do bycia w Kościele, to raczej sam nie wymyślasz historii, które pokazują grzech w Kościele. A zatem – konkludują zwolennicy tego punktu widzenia – zdrada Judasza musiała dokonać się faktycznie. Nikt nie wymyśliłby czegoś, co jest tak kiepskie wizerunkowo.

Kto ma rację? Która z opcji bardziej cię przekonuje? W każdym razie pozostaje problem, jak wyjaśnić i pogodzić historię o zdradzie i śmierci Iskarioty z pierwotnym przekazem o wizjach dwunastu, a nie jedenastu apostołów. Jak to wyjaśnić? Nie wiem, jak ty sobie to wyjaśnisz, ale powiem ci, co zrobił autor Dziejów. Łukasz zna obydwa przekazy. Główkuje, główkuje i… szach-mat. Zaraz na początku drugiego tomu swego dzieła zamieszcza historię o tym, że uzupełniono, jeszcze przed zesłaniem Ducha Świętego, grono dwunastu apostołów. Uzupełniono o mężczyznę, który widział zmartwychwstałego. A zatem wszystko się zgadza. Jezus ukazywał się dwunastu, bo Maciej jest już jednym z dwunastu. Judasz natomiast pękł na pół. Uff, wszystko uzgodnione.

Pozostaje natomiast kwestia losowania. Przyjrzyjmy się jej krótko na koniec, bo jest w niej chyba zawarta ważna duchowa lekcja. Losowanie może być nadużywane i traktowane zabobonnie, gdy służy w ramach zastępstwa za nasze własne decyzje. Jednak tutaj chodzi o coś innego. Apostołowie przedstawiają dwóch kandydatów, którzy nie są przypadkowi, lecz spełniają określone kryteria. Po ludzku każdy z nich może wstąpić do kolegium dwunastu. Co oznacza w tej chwili losowanie? Oznacza zdanie się na wolę Boga. Zrobiono po ludzku tyle, ile się dało. Nikt nie abdykował od żadnej odpowiedzialności. Podjęto decyzję o uzupełnieniu kolegium, wybrano najlepszych kandydatów. Ostatnie słowo należy do przypadku, a ostatecznie do Boga. Chyba to dobry obraz tego, jak wygląda nasze życie. Robimy to, co w naszej mocy, ale ostatecznie tak wiele zależy od przypadku. Począwszy od tego, że nie wybieraliśmy sobie miejsca i czasu, w których się urodziliśmy. Wylosowanie Macieja oznacza, że trzeba zgodzić się na to, że nie wszystko zależy od nas. Nawet więcej – najważniejsze zależy nie od nas. Na końcu mamy po prostu przyjąć to, co jest dane. Przestać udawać, że nad wszystkim mamy kontrolę.

Także nasze bycie uczniami Jezusa, ochrzczonymi w Jego imię, ma w sobie coś z przypadku, z „losowania”. Nie wybraliśmy sobie tego tak do końca sami. Może inni ludzie mają lepsze przymioty, zdolności. Wydawałoby się, że ktoś inny byłby nawet lepszym kandydatem do tego, by być świadkiem Jezusa. I może faktycznie ktoś inny jest zacniejszy, tak jak kontrkandydat Macieja, który miał chyba, jeśli „Justus” ma odsyłać do łaciny, przydomek „Sprawiedliwy”. Nasze wybranie na świadków Jezusa nie jest naszą zasługą ani wynikiem naszej wspaniałości. Jest jakimś losem, niezasłużonym darem i misją, która przypadła nam w udziale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przejdź do paska narzędzi